Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fashionistas2015. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fashionistas2015. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 marca 2019

Co tam słychać w starej ekipie?


W poprzednim poście zbierało mi się na smęty, że nie ogarniam swojej kolekcji. Faktycznie, odczuwałam coraz mniej radości z prowadzenia tego zbioru i zaczynałam się gubić w tym, jakie lalki mam, jakie mają odcienie ciałek i jakim zabiegom planowałam poddać którąś z nich.
Głównym założeniem mojego poprzedniego zorganizowania było to, że lalki mają być dla mnie. Gdziekolwiek. W zbiorowych pudłach, torbach, poupychane po szafkach. Kiedy są schowane z zasięgu wzroku, ciężko jest się zorientować, co się ma, bo wystarczy coś schować głębiej i już się zapomina...

Jakiś czas temu, wspólnie z Bliską Mi Osobą, wystosowaliśmy depeszę do odległej krainy Chińczyków, którzy (po zaksięgowaniu odpowiedniego przelewu) postanowili odpowiedzieć wsparciem w postaci czterdziestu plastikowych stojaków. W zeszłym tygodniu karawana dotarła, a ja stwierdziłam, że skoro mam już stojaki, to coś przecież muszą trzymać. I tak oto pootwierałam zbiorcze kartony, każdą zabezpieczoną lalkę wyjęłam z worka foliowego i zaczęłam je ustawiać. Był to bardzo łatwy zabieg, jeśli akurat dysonuje się wolnym pokojem i szafką z pustymi pułkami.

Regał zagarnięty przez Fashionistki

Półka, na której upchnęłam wszystko, co do fasiek nie pasowało...

Na szczęście ja oba te czynniki spełniałam, a mieszkańcy tego pokoju mają w puchatych piórkach to, co będę sobie ustawiać na szafkach. Bylebym dawała jeść, pić, zrywała roślinki i nie narzucała im zbyt mocno swojego towarzystwa :)

Mam nawet cień podejrzeń, że owe beztroskie istotny nawet trochę kontemplują wygląd swojego otoczenia...

Przy okazji pokażę pozostałe lalki, którym przypadła loża w mojej sypialni.

Pozostałe panny i panicze przebywają w domu u rodziców, w większości upchane w szafce, w zgodzie z moimi starymi standardami przechowywania. U siebie w domu wystawiłam wszystkie, o których uznałam, że mogą się jakoś prezentować, ale jest jeszcze trochę lalek czekających na przeróbki. Głównie Monster High, ale z innych firm też się sporo znajdzie :)

Bardzo dużym udogodnieniem tego rozwiązania jest to, że w każdej chwili mogę wejść do pokoju i doświadczyć dużej ilości lalek na raz, nie muszę grzebać po kartonach w poszukiwaniu tej konkretnej i znacznie jest łatwiej porównywać je ze sobą. Obawiam się natomiast wpływu światła i kurzu, bo jednak odpowiednio zapakowane w kartonach były przed tym wszystkim bezpieczne...

Zdaje się, że pisałam coś o nie kupowaniu nowych lalek, ale kto by brał to na poważnie... Przed weekendem przyjechała do mnie następna fashionistka (nr. 107), dumna właścicielka moldu Skipper.

  Panna dość szybko uległa przebraniu, bo jednak raziła mnie jej kolorowa bluza. Pierwszym, co mi wpadło w oko, było jej oko. A właściwie wada w jego malunku...

To, co Mattel robi z jakością swoich lalek było już wiele razy przez wielu z nas pisane. Na pocieszenie mogę zauważyć, że większość tych odprysków znajduje się w punkach, które wystarczy przykryć ciemną farbą. A ja się pędzla nie boję, uff...

Reszta zrobiła na mnie na tyle dobre wrażenie, że nie przejmuję się tym okiem. Flock jest dobrze nałożony, a jego ciemna barwa ładnie kontrastuje z rozjaśnianymi włosami.

Bardzo fajny efekt podtrzymuje również ciemny kolor skalpu.

Moja nowa Skipper trafiła w towarzystwo trzech innych panien z tym samym moldem - dwie to fashionistki (w tym jedna o bardzo podobnym stylu, jeśli chodziło o strój i awangardową fryzurę), a trzecia to Patricia Cat Burglar z bajki o tajnych agentkach.


Skipper ma już nawet obiecane ciałko MTM, jednak chwilowo chcę ją jeszcze potrzymać na oryginalnym.

I to na razie wszystko na dziś. Pozdrawiam :)



poniedziałek, 24 września 2018

Pikniczek cz. 1.

Cześć i czołem :)
Jakiś czas temu trochę nie spontanicznie zgarnęłam lalki do torby i odwiedziłam koleżankę. Naczekałam się jednak na nią, bo spóźniały się autobusy.
W każdym razie, już u niej, zupełnie spontanicznie pościeliłyśmy kocyk, zgarnęłyśmy kwiatek i obrazek akwarelowy, a następnie udekorowaliśmy owe przedmioty moimi lalkami.
Autorką zdjęć jest Faeriel de Ville,  której to moje lalki miały zaszczyt już wcześniej pozować. Cudowna i zdolna Faeriel w przypływie swej lalkowej weny stworzyła również nowy baner na mojego bloga, za co jestem jej niezwykle wdzięczna.
Zdjęć było bardzo dużo, dlatego postanowiłam publikować je w kolejnych częściach.


  Wszystko zapowiadało się na zupełnie grzeczna wycieczkę.


 Lalki beztrosko plotkowały przy herbatce.


 Subtelnie zakradały się do obozowiska.


 Kradły pączki.


 Dużo kradły.


 I ogólnie, stawały na głowie, żeby dobrze się bawić. Atmosfera była niezwykle sielska.

Ale przecież pisałam, że autobus się spóźnił, więc byłyśmy mocno w plecy z czasem.  
 
 Efektem było to, że słoneczko zaszło i jedynym źródłem światła był statek UFO.


 -Dzień dobry, panie ufolkowie. Życzycie sobie herbatkę? Dobra, z uranem.


 -O co wam chodzi? U nas się taką normalnie pije!


 -Teraz jest mi przykro.


 -Ale mam jeszcze jeden pomysł.


 -Może chcecie dżem? Dooobry.


 
 -Bardzo dobry.


 -Wspominałam już, że mam dobry dżem? :)


No i tak właśnie było. Resztę dopowiedzcie sobie sami.
 












-Niech ktoś powstrzyma tę karuzelę śmiechu!

  Trzymajcie się :)

niedziela, 16 września 2018

Garść starych zdjęć

Cześć,
Znowu znalazłam jakieś stare zdjęcia Fashionistek. Nawet nie pamiętam, o co chodzi, pewnie jakieś porównania. Większość nie będzie jakoś ze sobą powiązana, ale widzę, że przymierzałam się do zrobienia hybrydy, albo uwieczniałam ciuszki.

Co tam u mnie? Siedzę chora i smarkam, wypluwam płuca. Ogólnie dobrze się bawię. Zawsze miałam problem z infekcjami, kiedy byłam mała. Bardzo dużo czasu byłam na zwolnieniach. Po skończeniu szkoły, nagle okazało się, że choruję tylko raz w roku. A teraz, znowu się uczę i jeszcze przed końcem drugiego tygodnia roku szkolnego leżę w łóżku! Co więcej! Żałuję, że nie mogłam iść na zajęcia, bo były ciekawe...

W zeszłym tygodniu udało mi się polalkować z koleżanką. I chyba jej trochę wszczepiłam bakcyla. Ja tam się cieszę, bo nie będzie mi głupio, że tylko ja w swoim otoczeniu mam tyle lalek. Od tej koleżanki przybyła do mnie Czarna Zocha. Najwyraźniej będzie ją czekała przeprowadzka, ale przecież najlepiej jest w swoim prawdziwym domu :) Moje lalki i tak już mają sporo zamieszania, w końcu są Szczury(sześć sztuk), Ptaki(cztery), Mroczne Bractwo(wszystkie GG), subtelnie knująca Zarina(jedna, ale straszna), oraz wiele dziwnych bytów, które się jeszcze nie ujawniły. Myślę, że nawet Zocha mogłaby się w tym pogubić.

Jest późno. Piszę głupoty. Prawda jest taka, że potrafię pisać długo i namiętnie, ale tylko na nieciekawe tematy, więc wolę się od tego powstrzymać.
No to jedziemy z fotami
.
-Cześć.
-Cześć.

  -Fajna pogoda.

- A co u ciebie?
-Spoko.
 -Hej, laska. Masz fajne ciało.
 -Może się zamienimy?
-Spoko. 

Jestem ciekawa, gdzie się podziały te wszystkie moje głowy z przeszczepów...

 
 W dodatku chciałabym, żeby jedynym problemem po kupieniu lalki był firmowy kołtun. Tymczasem mam juz dwa egzemplarze w obrębie tego moldu, które ewidentnie potrzebują innego makijażu (ale to nie ta na zdjęciu!). 
Zależy od tego ich zdrowie psychiczne... 
I moje, zwłaszcza moje.

 Joyce vs Teresa
 Jakieś randomowe zdjęcia.



 Nawet trafiłam na zdjęcie katalogu z serią fashionistas 2015.

 -Dobry! Zastałam Ashę?

 -Pytasz o Ashę, a ja powiem, że nie ma Ashy. Straciła głowę i teraz leży sztywna, jak zwykła fashionistka...


-Asha to teraz Natasha!

 Jakieś pamiątkowe zdjęcie lalek z ciemną skórą. Nawet byłam pod wrażeniem, ile ich się wtedy zebrało. Niby nie planowałam ich zbierać, a cały czas pojawia się jakaś, która mnie przekonuje.


A teraz ostrzegam, że następne zdjęcia będą mroziły krew w żyłach porządnym kolekcjonerom. Praktyki, których się podjęłam balansowały niebezpiecznie blisko ryzyka uszkodzenia lalki. Wtedy też porównywałam stawy w ciałkach u Barbie Luxury Fashion i przy okazji chciałam sprawdzić, jakie możliwości zdjęć można osiągnąć demontując lalce nogi.



 I wniosek jest taki, że lalka sprawia wrażenie, jakby potrafiła lepiej siedzieć. Brawo dla mnie.
A niedługo potem pojawiły się MTM i moje cwane eksperymenty okazały się niepotrzebne...



Na koniec tymczasowy twór, który nazwałam Koszmarem Lalkowicza. Na szczęście był tak bardzo nietrwały, że nawet nie miał korpusu :D
Nogi były pożyczone od Raquelle. Po całym zdarzeniu wróciły na swoje miejsce i zapewniam, że lalka jest cała.

Następnym razem pokażę coś bardziej normalnego, choć już troszkę wyciekło na grupy fb ;>