Pokazywanie postów oznaczonych etykietą curvy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą curvy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 marca 2020

Proza życia mimo wiosny

Witajcie.
Ten post próbowałam napisać przez pół dnia (a przez cały tydzień zbierałam się do wgrywania zdjęć).
Siedzenie w domu trochę mnie otumania. Z jednej strony cieszę się z tego, że mogę się kryć w mojej norze i raczej jest to wygodne, ponieważ jakiś czas temu mocno się angażowałam w  przearanżowanie mojej przestrzeni życiowej. Spędzanie czasu w ładnej scenerii zawsze jest milsze ;)
Z drugiej... Po prostu tęsknię za ludźmi, z którymi nie widywałam się zbyt często, ale teraz jest to zwyczajnie niemożliwe. Nadal utrzymuję kontakt z rodzicami i chłopakiem (mimo trzech róznych miejsc zamieszkania, można powiedzieć, że jesteśmy jedną ekipą kwarantannową ;) ), wychodzę głównie na podwórko. W zeszłym tygodniu raz byłam przy paczkomacie, a osobiście do jakiegokolwiek sklepu weszłam dwa tygodnie temu. Pamiętam, że był to czwartek.
Zapas mam jeszcze na tydzień, ale ze względu na dodatkowe zalecenia odnośnie mojego zdrowia, muszę wprowadzić nowe zasady do diety i zmienić swój profil żywieniowy. To oznacza, że najwyższa pora się pożegnać z jedzeniem, które lubię, a potem zastanowić się nad nowym zaopatrzeniem.

Lalkowo wciąż dzieje się dużo. Główne towary, jakie do mnie napływają, to właśnie lalki i książki. Na jedno i drugie trochę kończy się miejsce, ale siedzenie w domu sprzyja lepszemu planowaniu przestrzeni.
Dobra przestrzeń baaardzo poprawia mój humor. Harmonia w otoczeniu rozplątuje chaos z mej duszy, co sprawia, że trochę zapominam o potrzebach społecznych. :)

Dziś melduję, że jednak zdecydowałam się kupić te lalki, z którymi tyle czasu zwlekałam. Pierwszą jest fashionistas #127 na ciałku curvy.


Jej chwile w tym stanie były bardzo krótkie. Szybko zabrałam się do rozkładania jej na czynniki pierwsze ;)


Na jej ciele osiadła ruda fitnesska, której obiecałam, że nabierze u mnie gramów. Podoba mi się w tej wersji.


Goddes jednak nie dostała od niej ciała. Jej dawczynią była Claire z serii Jurassic Park. Taka decyzja wynikła raczej z odmiennej budowy nóg - stawy kolanowe i inaczej wyprofilowane stopy.



Tak się prezentuje w nowej stylizacji. Po sesji postanowiłam zdjąć jej opaskę i ujarzmić włosy spineczką, ale już nie miałam ochoty powtarzać jej zdjęć. Włosy ewidentnie dopraszają się wrzątku i większej uwagi.


Jeśli chodzi o jej buzię, to zaskoczę Was, ale nie podoba mi się. Tak naprawdę kupiłam ją tylko dlatego, że ma jasną buzię goddes i ciemne włosy. Malunek twarzy mi nie pasuje, ale już w momencie kupna wiedziałam, że kiedyś ją przemaluję.



Kolejnym planowanym zabiegiem jest podpiłowanie jej ciała w okolicach ud, ponieważ jest ono tak ukształtowane, że lalka musi robić rozkrok podczas siadania. Irytująca rzecz, pamiętam, że u mojej Katniss użyłam frezarki i znacznie się poprawiło.


Moje trzy lalki o tym samym moldzie. Przykro przyznać, ale właściwie tylko pierwsza z prawej ma ujmującą buzię. U pozostałych Mattel nie wykorzystał potencjału.


Drugą pozyskaną niedawno lalką jest Ken z koczkiem. Czaiłam się na niego od dłuższego czasu, ale zawsze zwlekałam z decyzją. Ostatnio i tak robiłam sobie prezent urodzinowy, więc uznałam, że skoro sprzedawca ma go w niezłej cenie, to muszę wziąć. Że jak nie wezmę przy takiej okazji, to nie ma sensu mówić, że go chcę.


Po rozpakowaniu, właściwie się rozczarowałam. Nie miałam względem niego wielkich oczekiwań, właściwie zastanawiałam się, po co mi on. Artykulacja jest porównywalna do przerośniętego klocka.



Jedynym atutem artykulacyjnym, o którym warto wspomnieć, jest bardzo dobra ruchomość głowy. Wiele lalek playline nie ma takich możliwości, jak ten pan. Tu trzeba pochwalić, Mattel powinien tak robić przy wszystkich produktach.




Ciało faktycznie jest masywne. To dodatkowy smaczek, skoro już postanowiłam mieć tego pana na swojej półce.


Jeśli chodzi o malunek twarzy, to chyba właśnie on odpowiada za moją oziębłość względem tego nabytku. Uśmiech Jokera i nagle cała lalka stała się dla mnie obojętna...


Na pocieszenie mogę pochwalić się, że wreszcie się wzięłam za naprasowanki do ubrań, które kiedyś wyciągnęłam z Cheetosów. Ciężko było przenieść nadruki, ale jestem zadowolona z efektów. Jako bazy użyłam oryginalnych bluzek od Mattela.


Wiem, że u Raquelle kolor skóry nie jest spasowany z ciałkiem, ale doprowadzanie tego do porządku nie jest moim priorytetem. Jak kiedyś się trafi odpowiednie, to wtedy zmienię.

To na razie tyle. Pozdrawiam :)

środa, 17 kwietnia 2019

Otwieram...

Czasami, gdy jeżdżę do rodziców, mój wzrok pada na pobocze, gdzie mijam nowy sklep z zabawkami. Nigdy nie miałam okazji się tam zatrzymać, bo albo daleko przystanek i nie chce mi się iść, albo mam za mało czasu, by móc nieco zboczyć z drogi. Niby w małych sklepikach można czasem znaleźć perełki, ale jakoś średnio się łudzę, by w dystrybucji Mattela na polski rynek było coś więcej, niż oferty widziane choćby na allegro... Owy sklepik ma cudowny napis, który ma zachęcić klientów do odwiedzin, a mianowicie:
 

"ZABAWKI! JUŻ OTWARTE!"

No, więc zamysł reklamy, aby zapadała w pamięć, został osiągnięty. Efektem ubocznym tego hasła są głupie skojarzenia z uszkodzonymi opakowaniami ;)

W międzyczasie udało mi się znaleźć na allegro wymarzone przeze mnie lalki. Przyjechały nowe, w pudełkach, jeszcze nie śmigane.
Miałam ambicję, żeby posprzątać część domu przed rozpakowaniem ich. Byłam ciekawa siły swojego lenistwa i okazało się, że umiem wytrzymać lekko ponad tydzień bez radości wyciągania nowej lalki. Motywację do sprzątania zwiększyło pojawienie się trzeciego pudełka. Koniec końców, nadszedł czas, aby zrobić sobie dzień dziecka.

Pierwszą i najkrócej siedzącą u mnie lalką, była Skipper z afro na ciałku petite, znana szumnie, jako Fashionistas #93. Już od dawna czaiłam się na nią, a głównym powodem mojego zainteresowania była koronkowa sukienka w lawendowym kolorze. Pojawienie się samej lalki traktowałam raczej jako efekt uboczny mojego zakupu - i dobrze, bo bym się znowu rozczarowała :)

Patrzcie na buzię! Nie jest źle?

A teraz?!

Makijaż swoje, a mold swoje. Jest to kolejna lalka, która ma na twarzy aż cztery kąciki ust. Nie chciałam już pisać o gryzącym w oczy kolorze szminki. Nawet po zobaczeniu zdjęcia promo, wiedziałam, że będę potrzebowała ją zmyć. Dodatkową wpadką projektu tego modelu, jest nadruk rumieńców - dokładnie w tym samym kolorze, co skóra lalki, idealnie okrągłych i błyszczących się. Przy odpowiednim ustawieniu dość widocznie odcinał się od twarzy.

Ze względu na usta, miałam ją pieszczotliwie nazywać Piggy, ale przez owe policzki mam coraz częstsze skojarzenie z jakimś potwornym klownem. Chyba muszę sięgnąć po zmywacz znacznie szybciej...


Z daleka nie jest jeszcze tak (strasznie) koszmarna...

Może nawet stworzyć pozory sympatycznej lalki.

Ma też ciekawą fryzurę i miękkie włosy.

Buty to klapki na obcasie. Nie widziałam jeszcze takiego odlewu. Nie mają zabezpieczenia na pięte, ale są na tyle ciasne, żeby nie spadały same z nogi. Prawdopodobnie to do nich miała pasować szminka.

Dodatkowym fantem są całkiem ładne okulary. Niestety, ja swoim zdarłam trochę srebrnej farby podczas zdejmowania ich z lalki.

Najbardziej jestem zadowolona z sukienki, którą musiałam jak najszybciej zabrać :)

Nowa Skipper - stara Skipper. Oceńcie sami :)


Następną uwolnioną była pieguska. Fashionistas nr. 108. Charakterystyczną cechą lalki są piegi obecne nie tylko na twarzy (te naniesione przez nadruk), ale również wtopione w plastik, z którego wykonane jest ciałko. Na buzi też jest trochę piegów niezależnych od makijażu, jednak nie znalazłam ich np. na skalpie. Zapewniam, że poza tym, lalka ma piegi wszędzie, również na majtkach!

Warto też zwrócić uwagę na bardzo udany malunek oka - rzęsy są różnej długości i dają dość realistyczny efekt.

Ubranie to element, który najmniej mi się podoba. Za sukienkę robi prostokątny, sztywny fragment materiału, zapinany z tyłu na całej długości. Przypomina mi sukienkę z szelkami od innej fashionistki (tym razem z moldem Raquelle i zielonymi pasmami włosów).

Natomiast, buty ma genialne. Zarówno, jeśli chodzi o kolor, jak i typ obuwia. Nosiłam kiedyś bardzo podobne, również zielone, tym bardziej ich widok wywołuje u mnie miłe uczucia.

W formie dodatku dostajemy nerkę. Wreszcie coś innego, fajnie. Ma ona nawet funkcję regulacji paska, z tyłu jest zapinany na trzy dziurki.

Włosy są w lekkim nieładzie, ale za to ich kolor świetnie pasuje do urody i karnacji.

Nie mogłam się oprzeć i musiałam zebrać z obu zestawów to, co najlepsze. Pieguska wygląda, jakby była stworzona do tej sukienki, a różnica rozmiarów nie jest tu zbyt widoczna.

Mam ochotę zabrać ją w jakieś kwiaty.

Ostatnia na wolność załapała się grubinka z okazałym afro, Fashionistas nr. 105.
Pierwsze, co się rzuca w oczy, to jasny kolor szminki. Zaskakujące jest to, że w tym przypadku mnie on nie razi. Niby też jest efekt czterech kącików ust, ale zapewniam, że na żywo ten makijaż niczym mnie nie raził. Jedynym moim wrażeniem, jest przekonanie o pięknie tej twarzy :)


Świeżo po wyjęciu z pudełka lalka może pozować do plażowych sesji - dając iluzję mocnego wiatru w plecy.

Włosy są przyjemnie miękkie i podatne na ugniatanie. Dzięki tym zabiegam można było dość szybko nadać im pożądany kształt.




Złote kolczyki-koła idealnie pasują do stylizacji tej lalki. Chyba nigdy ich nie wyjmę.

Buty - rodzaj tenisówek, tym razem na ciut większą stopę.


Sukienka jest z elastycznego materiału. Nie ma żadnego zapięcia, trzeba zdejmować ją przez tułów. Wydaje mi się, że nie będzie to zbyt dużym utrudnieniem. Bardzo podoba mi się jej fason, oraz wyrazisty wzór, który dodatkowo podkreśla krągłą figurę lalki. I czyni ją jeszcze bardziej atrakcyjną.

Na koniec moje wszystkie lalki z tak mocno kręconym typem włosów.

Jakie mam wrażenia z tych zakupów? Jestem zadowolona. Najsłabszym ogniwem jest buzia lawendowej Skipper, jednak jej sukienka jakoś mi to wynagradza. Ma też fajne włosy, a to wydaje mi się nawet ważniejsze, niż makijaż, który mogę łatwo zmienić. Pozostałe dziewczyny są dla mnie całkowicie udane i to one przyniosły mi najwięcej radości. Bardzo cieszy mnie też to, że te trzy lalki są bardzo trudne do znalezienia w sklepach (za jedną z nich zjeździłam nawet pół Warszawy). Ostatecznie udało mi się je znaleźć w internetach, więc, jeśli ktoś ich szuka w Polsce to zalecam regularne przegrzebywanie ofert. Dzięki tym łupom wciąż mam nadzieję, że jeszcze uda mi się zdobyć rockową Dayę (fashionistas nr. 87)... Gdyby ktoś na nią trafił, to proszę dać mi znać ;)



Pozdrawiam :)