Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 sierpnia 2015

Suknia z Tubki

Dziś chciałam się pochwalić prostą sukienką, której wykrój tak mi się spodobał, że powtórzyłam go jeszcze kilka razy. Ze względu na ograniczony rodzaj materiałów, wszystkie są w jednym stylu, ale nie ukrywam, że będę jeszcze eksperymentować. Mimo prostej konstrukcji, mamy bardzo wiele możliwości na modyfikacje, a każda uszyta przeze mnie kiecka wprowadzała coś nowego.


Wykrój jest prosty - składa się z tytułowej tubki (szerokość to obwód klatki piersiowej, a długość od biustu do połowy uda), oraz klinu w kształcie półkola, wszytego na wysokości talii. W większości przypadków klin wszywałam razem z tiulem. Materiał musi być dość rozciągliwy, najlepiej wykorzystać niektóre wykończone brzegi z różnych bluzek - są szyte elastycznymi nićmi.

Pierwszą kieckę prezentuje Mizia. Nie użyłam do niej tiulu, za to brzegi wykończyłam doszywając czarną tasiemkę. Przy biuście nie obszyłam całości (zostawiając przerwy pod pachami), aby krawędź wciąż była elastyczna przy przebieraniu.







Druga prezentowana sukienka, tak na prawdę była uszyta, jako pierwsza. Klin jest węższy (ćwiartka koła), ale dłuższy. Przez to tren sięga prawie do kostek. Prostota sukienki została uzupełniona wyrazistością dodatków, a Summer prezentuje się jak moda boho-oszołomka.




W trzeciej sukience wystąpiła Katniss. Tym razem klin i tubka były z dwóch różnych materiałów, dodatkowo ściągnęłam materiał na biuście, by ładniej wyprofilować dekolt. Zabrakło mi butów w zgaszonych kolorach, więc Katniss włożyła złote, a dla podtrzymania akcentu dodałam jej również naszyjnik.





Następną sukienkę pokazuje Teresa. Jest to znowu prosta, czarna wersja, z tiulem na wierzchu i lekko pogłębionym dekoltem.






Przy czerwonej kiecce nie wyszły mi zdjęcia, w dodatku jest mało ciekawa, a ze względu na brak obszycia krawędzi sprawia wrażenie nie wykończonej. Gdyby nie tiul, wyglądałaby jak baza pod jedynkę.

 

 Jako, że Sol poczuła się poszkodowana, postanowiłam, że zaprezentuje jeszcze jedną sukienkę. Znowu dwukolorowa, lecz tym razem tiul znajdował się na podszewce, a krawędź spódnicy miała koronkę.




Zdjęcia są dość niejednolite, ponieważ robiłam dwie sesje - jedna moim aparatem, a druga babci. Mój został poprzestawiany przez siostrę i część zdjęć była poprześwietlana. Babci aparat natomiast przy trybie macro wolał łapać ostrość na drugim planie, zamiast koncentrować się na lalkach....
Aaa... Mój aparat, nie wiedzieć, czemu, ciągle rozpoznawał twarz Katniss i podpisywał ją jako "Amelia" :D

 A tak wyglądały tyły sukienek. W przyszłości zamierzam spróbować z innymi kolorami (może nawet pastele?), oraz koronką zamiast tiulu. Pytanie tylko, kiedy znowu będzie mi się chciało.

Pozdrawiam :)


poniedziałek, 25 maja 2015

Bluza Alkoholiczka i aktualizacja orczątka

Wreszcie się troszkę zmusiłam do szycia lalkowego i coś poprowadziłam do końca. Miałam na przemiał pewną kiczowatą bluzkę, złożoną z kilku ciekawych materiałów. Ale oprócz tego, postanowiłam wykorzystać sam nadruk z flaszką.


Ostatnio sama bardzo lubię ciuchy oversize'owe. No i wreszcie sobie zrobiłam wykrój na leginsy. Co prawda wymagało to pewnych zabaw z kartką, ale wreszcie mam to z głowy.

A tu jest widok na tył. Ze względu na wielkość fragmentu butelki, bluza po prostu nie mogła mieć mniejszego rozmiaru.








Myślę, że komplet idealny na niezobowiązującą popijawę w lesie, tak bardzo popularną wśród młodych ludzi ;) Do kompletu brakuje mi tylko ładnej, miniaturowej flaszki...

A teraz mała aktualizacja. Dawno nie dawałam wieści, jak się miewa moje orczątko. To dlatego, że długo sama nic z nim nie robiłam. Obecnie popchnęłam do przodu kilka różnych rzeczy - położyłam ostateczny kolor skóry, wkleiłam oczy i przymocowałam głowę do ciała. Zostały mi poprawki malunku ust (może też jakiś gloss imitujący zaślinienie), ubranko, włoski i modyfikacja uszu. Darowałam sobie zmienianie moldu dolnej wargi. Nie chciało mi się kupować greenstuffa. Zastanawiam jeszcze się nad rzęsami, ale nie wiem, czego najlepiej użyć...






Zdjęcia z lakierowania ;)

Obecny stan dzicioka. Muszę przyznać, że na żywo nie widać zeza. Oczy się błyszczą, jakby były prawdziwe. Przypominam, że zrobiłam je sama - wpierw ulepiłam z modeliny, później pomalowałam i potraktowałam lakierem do figurek. Owy lakier coś nie chciał schnąć i lepił się przez kilka tygodni, aż dałam sobie spokój i przykryłam go po prostu klejem...

Teraz co chwila dostaję zawału, bo patrzy się na mnie dziecko i potrzebuję chwili czasu, by sobie zdać sprawę z tego, że nie jest prawdziwe. Cały mechanizm trwa około sekundy, ale ciśnienie umie podnieść. Bardziej mnie przeraża wizja, że znajdę u siebie w pokoju jakiegoś niemowlaka, niż to, że może ono być orkiem. Dobrze, że jeszcze nie stoję przed wizją własnego macierzyństwa.

czwartek, 19 lutego 2015

Biedronkowe Wyzwanie

Tak jakoś sobie pomyślałam, że zrobię coś twórczego. Ale jak? Na nic nie mam pomysłu, codziennie budzę się niewyspana, brakuje mi sił na sprzątanie. Całą energię pakuję w zwierzaki, a dla mnie jej nie starcza. Chyba brakuje mi witamin. Albo wiosny.

Trafiłam na post Akrimeks, która podjęła się Biedronkowego Wyzwania. Autorką zabawy jest Lucy, której, co prawda nie znam i której moja praca może nie wpasować się w kanon. Bo to, co zrobiłam, jest dla lalki ;)
Ale i tak pozdrawiam! 

Do Wyzwania można dołączyć tutaj.

No to zrobiłam. Siedziałam nad tym pół dnia, upaćkałam łapy farbami, zgubiłam dwie igły, nie ugotowałam obiadu, ale dzieło skończone. Drżyjcie.
Nie wiecie dlaczego? Ha! Przypatrzcie się uważnie.

Bo on się boi...

Gdy kończyłam biedronki, było już całkiem ciemno. Czarne kropki malowałam na ślepo.

A potem włączyłam lampkę i domalowałam kilka ciut staranniej..

Tak wygląda już gotowa stylizacja. Wstążka nie była planowana, ale wdarła się przebojem.

Bluzkę właściwie planowałam inną, ale to, co szyłam okazało się strasznym niewypałem. Może jakiemuś Kenowi by dodało uroku, ale nie wiosennej Katniss. Późnym wieczorem zobaczyłam wśród odrzuconych ścinków na wpół obszyty kwadrat. No i jak tu lalkę ubrać w kwadrat?

Da się, tylko znowu trzeba mieć cierpliwość. Tym razem do gumek. Chciałam użyć płaskiej, ale była zbyt szeroka, a ta cienka ładnie zbierała koraliki, których już użyłam do torebki.

Przebiedronczenie...

Gdy na nią patrzę, czuję jakiś eklektyzm kulturowy...

Wkrótce wyruszyłyśmy do ogrodu przywoływać wiosnę.

Kapturek i wilk.

Tutaj sobie pluję w brodę, że jej buźki nie ustawiłam do obiektywu...

Słońce, jak zwykle, pokonało mój "kunszt" fotograficzny. Ale przynajmniej poznałam sztuczkę, jak ustawiać ostrość na automatach. Dla niektórych pewnie to oczywistość, ale ja jestem lamą nerką :)

A więc. By mieć ostry obiekt nie znajdujący się w centrum zdjęcia, wpierw kieruję na niego, łapię ostrość, a dopiero potem kadruję. Wow, oszukać maszynę!


A na koniec przyznam kilka rzeczy.
1. Słońce tak mocno się odbijało na sukience, że musiałam modyfikować zdjęcia, by było widać w ogóle biedronki (co widać, ale uczciwie jest się przyznać).
2. Sposób na spódnicę z koła gdzieś podpatrzyłam, ale nie mogę sobie przypomnieć źródła...
3. Jestem taką lamą nerką, że nie wiem, jak się zamieszcza banerki.