Pokazywanie postów oznaczonych etykietą katniss. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą katniss. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 grudnia 2018

Święta tuż tuż

Cześć. U mnie lalki już gotowe na Święta :)
Popakowane w pudła i tylko te, co chciałam mieć na widoku stoją sobie w jakimś ładnym miejscu.
Udało mi się zrobić porządek na szafce i dzięki temu moja diorama już nie musi zajmować połowy stołu (i zasłaniać światła na resztę pokoju). Salonik już wygląda dość elegancko, mimo tego, że ostatnio pełni dla mnie rolę sypialni.

Sama tak średnio jestem gotowa - dopiero dziś zamierzam wytworzyć porcję pierników z topionymi landrynkami jako okna. Całe szczęście, że w tym roku jadę gdzieś indziej, to ominą mnie awantury przedświąteczne z wnętrza kuchni...

Moja diorama jest przystrojona skromnie, ale myślę, że dodając więcej obecnie mogłabym przesadzić. Nie chciałam stawiać dużej choinki ani sobie, ani lalkom, ale można założyć, że owe drzewko by stało po tej stronie pokoju, którego akurat lalkom nie zbudowałam...


Chciałam prosić Was o wyrozumiałość odnośnie jakości moich zdjęć - jest tuż po Przesileniu, ale  jeszcze nie ma dość światła i wiele wyczarować nie mogę. Zdaję sobie sprawę, że są średnio ostre, ale w tym czasie mam więcej spraw na głowie, niż kombinowanie z miliardem lampek :D
Tak więc, rzucam tylko kilka najbardziej znośnych fotek, aby było wiadomo, co tam u mnie.


Honorową rezydentką została Katniss, którą przebrałam w jedwabną sukienkę własnej roboty.


Piesek jest ze Schleich. Nie mogłam się mu oprzeć, chociaż tak na prawdę polowałam na koty z tej firmy... Jeszcze kiedyś u mnie będą.



Jak widać, są dla siebie dobrym towarzystwem.


A na tym zdjęciu widać, jaką to lalkę trzymam zapudełkowaną. Poczekam z otwarciem jej do "po Świętach", aby mie....
(Update) Ha ha! Żartowałam, już nie jest w pudełku! Jako, że otworzyłam kilka innych prezentów, to stwierdziłam, że pannie w czasie świąt też należy się dostęp do powietrza. I tak oto została następną rezydentką dioramy.


Tuż przed otwarciem światecznej, do społeczności Winylowego Orszaku dołączyła Fashionistas o moldzie Kim (zwana również Chandra). Jest to prezent z wymianki na lalkowej grupce i choć posiadam już tę lalką, to strasznie się z niej cieszę. Jest to jedna z piękniejszych modeli z tamtego wypustu i akurat, tak się składa, że moja została u rodziców, a teraz mam taką samą przy sobie :)
O mojej pierwszej Chandrze pisałam tutaj :)








A tutaj moja nowa Chandra w towarzystwie Świątecznej Barbie AA. Jest to przedstawicielka playlinowego odpowiednika serii Holiday Barbie. Różnica polega na tym, że Holiday to lalkie kolekcjonerskie, z ciałkiem model muse, małą głową i długą kiecką. Niestety, nie pamiętam w tej chwili, jak się nazywa seria, z której mam tę lalkę. Zaintrygowała mnie z powodu jednego z moich ulubionych moldów, czyli Carnaval i baaardzo ciemnej skóry. Wykonanie makijażu niestety zostawia trochę do życzenia, ale widocznie Mattel musiał podkreślić, jak bardzo jest to lalka playline.


Kochani! Na tym kończę, ale chciałam Wam życzyć spokojnych i bezpiecznych Świąt. Aby każdy Podróżny dotarł do swojego celu i mógł przebywać wśród bliskich Mu osób. Aby nie było kłótni przed i po wigilijnej kolacji. Aby Wasze żołądki były lekkie, a każde jedzonko łaskawe dla brzuszka. Abyście w tym czasie mogli docenić wartości, jakie posiadacie. Aby każdy był coraz bliżej spełnienia swych marzeń. I żeby lalek było dużo, więcej i najwięcej. Tego życzę Wam ja: Nerka :)

A do Nowego Roku możliwe, że złożę osobne życzenia.

Pozdrawiam!


piątek, 15 maja 2015

Lato z Katniss

Cześć. Ogarnął mnie leń blogowy, a wszystkie siły poświęcam tak innym sprawom, że potem nie mam na nic siły. W związku z tym lekko zwolniłam obroty. Ale żyję, mam się dobrze, po prostu dodaję mniej notek. Możecie odetchnąć z ulgą :D
Mam jednak siły, by zaglądać na swoje ulubione blogi. Czasem nie jestem w stanie pisać komentarzy. Ale wszystkie wpisy budzą we mnie radość. A kiedy mi się nudzi, potrafię co kilka minut odświeżać swoją listę blogową i płakać, że nikt niczego nowego o lalkach nie dodał... Jesteście dla mnie wielkim wsparciem (i niemal motywacją) przy tym moim ciężkim niechcieju...

Tego dnia, co byłam w lesie z Topieliczką wybrałam się również z moją Tango. Bardzo chciałam się w końcu pochwalić jej słowiańskim ciuszkiem, który zrobiłam już jakiś czas temu. I wpis jest nawet gotowy, tylko tak się ociągałam, że naszła mnie ochota, by dziś zamieścić coś zupełnie innego.

Sesję wakacyjną Katniss. Mój pierwszy plener. I to telefonem. Kilka zdjęć już kiedyś pokazywałam, teraz chciałam zamieścić tu wszystko. By móc przywołać wspomnienia z tamtego przełomu ;)











Chciałam też zauważyć, że w trakcie robienia sesji wcale nie było nocy. Słońce dosłownie waliło tymi swoimi promieniami. Bez zabaw w ustawieniach aparatu byłoby tak.






Ale byłam wtedy zaradna. Ho, ho, ho...
 




Czasem warto spojrzeć wstecz, żeby dostać zastrzyk energii. Pozdrawiam cieplutko :)

piątek, 20 marca 2015

Spacer, szałas i przywitanie Shanga

Wróciłam. Nie było mnie tak dyskretnie, że może nawet nikt nie zauważył. W tym czasie zwiedzałam metrem Londyn. Byłam też w sklepie DS i nie wyszłam z gołymi rękami. Przytargałam do domu Shanga, popaczyłam na niego, pocieszyłam się i... nagle czar prysł. Nie ważne, jaki Shang był fajny, bez Mulan zdawał się pusty. Taki niepełny...
No i nawet nie musiałam jojczeć, a jeszcze tego samego dnia znaleźliśmy się znowu w sklepie i mój wybranek postanowił mi sprezentować drugą lalkę. Poprzednim prezentem urodzinowym była Katniss... I wiecie, co? Mimo, że to ja wybieram, to obie lalki przedstawiają postacie z w miarę podobnymi charakterami.

No, ale o tym później. Po powrocie postanowiłam zabrać grubszą ekipę do lasu. Może nie na grzyby, ale zbudowałam im ich pierwszą chałupkę. Byli szczęśliwi, zwłaszcza, gdy się dowiedzieli, że jednak nie będą musieli tam nocować.




Na spacer wybrała się cała Brygada Bezpieczeństwa. 
[Może powinnam przechrzcić bloga na "winylowy wpierdol"...]


Katniss chętnie wygrzewa się w słoneczku.



 
Tacy groźni. Tacy niebezpieczni.



Ten gościu zdecydowanie przynosi nam wstyd.

Przydałoby się z nim pogadać.

Szałas zdobyty i zamieszkany.

Shang dzielnie trzymał wartę.

A potem się okazało, dlaczego.

-Ach, Shang! Nareszcie jesteśmy znowu razem.

Zostawili nam nawet wolny szałas.

-Co za baba... Nawet herbaty mi nie zrobi.

-Nalać to ci może, ale pięścią.

Za to na zdjęciach wyglądają jak przykładna para.

 No, to koniec sesji. Głupio tak męczyć młodych, napalonych i samych w domu. A nóż się zobaczy więcej, niż trzeba. Chociaż, przyznam, że jestem ciekawa, bo to moje pierwsze DS'y.

Obie lalki bardzo mi się podobają. Są ładnie wykonane, stroje rozpoznawalne (choć kiecka Mulan średnio się zgadza, a Shang powinien mieć pancerz). Tworzywo przyjemnie ciężkie w dłoni. Obie mają gumowe nogi, widać zawiasowych nie mają nawet w sklepie. Będę je przebierać i zmieniać fryzury. Oczy Shanga są namalowane bardzo prosto - czarna kropka na białym tle, ot całe oko...
Głupia jestem, bo w przypływie emocji nie przyjrzałam się dobrze - włosy na czole rootowane są krzywo. Spróbuję to wyrównać pędzlem, no trudno. Mam też wrażenie, że biedak ma pod koczkiem ukrytą łysinkę. Mulan chętnie rozpuszczę i przebiorę w coś swobodniejszego. Jeszcze nie wiem, kiedy.

czwartek, 26 lutego 2015

Spotkanie z Czarną Zochą.

Czarna Zocha doświadczyła w życiu wiele. Choć była czystej krwi Mattelką, zawsze czuła się gorsza. Ciągle musiała kryć się w cieniu tej bardziej uśmiechniętej Barbie, przytakiwać pod jej świergot, czy nawet usługiwać, aby stworzyć tę idealną świtę przyjaciółek gwiazdy. Aby nie popadać w depresję, Zocha próbowała pracować nad sobą, a nawet się zbuntować. Niestety, zostało to źle odebrane, Zocha straciła wtedy resztki godności i ubrania.
W iście dekadenckim nastawieniu, Zocha trafiła do mnie zrujnowana psychicznie, oraz fizycznie. Tak to często bywa, jeśli nie da się wspiąć na szczyt, to skok w dół może być niezwykle bolesny...

Walczyłam z nią długo. A właściwie z jej problemami. Ma bardzo trudny charakter i mocno zakorzenione nawyki. Wśród jej przekonań charakterystyczna jest  myśl, że w życiu nie ma szczęścia, a jedynie małe przyjemności. Nie ma też wyższych idei (poza ideą Zła!), świat jest zbyt surowy, a lalki myślą wyłącznie o sobie. Nawet jeśli chcą przyjaźni, to ta przyjaźń też ma czemuś służyć.
W związku z tym, Zocha nie potrafi się przed nikim otworzyć. Nikt nie jest dość Zły, by być tego godny. Trzyma wszystkich na dystans, jest tak ciemnym charakterem, jak tylko można być. Kradnie, rozrabia, zastrasza i bije, a oprócz tego wciąga talk kłuje się igłami do szycia w samotności. Doszłam do wniosku, że takie indywiduum potrzebuje wolności i życia wedle własnych zasad.

 Powinna wyglądać tak. Przynajmniej kiedyś tak wyglądała... źródło



Mówiłam, że kradnie.


O Zosze było więc głośno. Każdą katastrofę zaczęto nazywać jej imieniem. I miano rację. Czego nie niszczyły Szczury*, za to odpowiadała ona. Ale nie było jak jej o to spytać, gdyż nikt nie znał jej kryjówki. A szukają jej wszyscy prawi obywatele mojego pokoju.

Zocha w trakcie knucia nowej intrygi.

Maniek: "Jestem mężczyzną-wojownikiem w obciachowym wdzianku! 
Walczę w imieniu dobra i miłości! Poddaj się!"

Zocha: "Cholera, nie cierpię dobra i miłości!"
Maniek: "Więc walcz ze mną!"

Zocha: "No dobra."
Szast, prast, myk-myk, ugubugu!

Dzyń dzyń, bum bum, patataj!

Zocha: "Poddaję się! Jestem twoja!"
Maniek: "Oooo..."

Zocha: "No, chodź."
Maniek: "Ideee..."


Kuku!

Łup, chrup, ała!

Zocha: "Piona!"
Katniss: "Ciebie też mogłabym zabić..."

Zocha: "A czy on jest martwy?"
Katniss: "Żartowałam. Przecież wszyscy jesteśmy tylko zabawkami..."



A teraz nasuwa się pytanie. Czemu Katniss jej pomogła? Przecież ona ma serce czyste jak łza (poza tymi wszystkimi uczestnikami Igrzysk, których musiała niegdyś zabić). Całkowicie praworządna i troskliwa dla wszystkich. No właśnie...

Postawa Czarnej Zochy, to jej ostatnia linia obrony. Wbrew pozorom, bardzo łatwo ją zniszczyć. Katniss przeżyła już dość, by o mało nie stać się kimś bardzo podobnym.


*Szczury - jedyne prawdziwe zagrożenie dla całego orszaku. Są chaotyczną siłą niszczycielską, która musi spróbować wszystkiego, oczywiście zębami. Leże mają w klatce, ale żerują wieczorami w trakcie wybiegów. Potrafią dojść w teoretycznie niedostępne miejsca i tam kogoś zaatakować. Brygada Bezpieczeństwa (inicjatywa Katniss) prowadzi specjalne patrole i interwencje, przegania te szkodniki z kryjówek lalkowych, oraz trzyma warty przy wybiegach. Szczury są gorsze od Zochy o tyle, że Zocha nie obgryza palców.

Na zdjeciu: małe Szczurki w konfiguracji trójokiego potwora.

czwartek, 19 lutego 2015

Biedronkowe Wyzwanie

Tak jakoś sobie pomyślałam, że zrobię coś twórczego. Ale jak? Na nic nie mam pomysłu, codziennie budzę się niewyspana, brakuje mi sił na sprzątanie. Całą energię pakuję w zwierzaki, a dla mnie jej nie starcza. Chyba brakuje mi witamin. Albo wiosny.

Trafiłam na post Akrimeks, która podjęła się Biedronkowego Wyzwania. Autorką zabawy jest Lucy, której, co prawda nie znam i której moja praca może nie wpasować się w kanon. Bo to, co zrobiłam, jest dla lalki ;)
Ale i tak pozdrawiam! 

Do Wyzwania można dołączyć tutaj.

No to zrobiłam. Siedziałam nad tym pół dnia, upaćkałam łapy farbami, zgubiłam dwie igły, nie ugotowałam obiadu, ale dzieło skończone. Drżyjcie.
Nie wiecie dlaczego? Ha! Przypatrzcie się uważnie.

Bo on się boi...

Gdy kończyłam biedronki, było już całkiem ciemno. Czarne kropki malowałam na ślepo.

A potem włączyłam lampkę i domalowałam kilka ciut staranniej..

Tak wygląda już gotowa stylizacja. Wstążka nie była planowana, ale wdarła się przebojem.

Bluzkę właściwie planowałam inną, ale to, co szyłam okazało się strasznym niewypałem. Może jakiemuś Kenowi by dodało uroku, ale nie wiosennej Katniss. Późnym wieczorem zobaczyłam wśród odrzuconych ścinków na wpół obszyty kwadrat. No i jak tu lalkę ubrać w kwadrat?

Da się, tylko znowu trzeba mieć cierpliwość. Tym razem do gumek. Chciałam użyć płaskiej, ale była zbyt szeroka, a ta cienka ładnie zbierała koraliki, których już użyłam do torebki.

Przebiedronczenie...

Gdy na nią patrzę, czuję jakiś eklektyzm kulturowy...

Wkrótce wyruszyłyśmy do ogrodu przywoływać wiosnę.

Kapturek i wilk.

Tutaj sobie pluję w brodę, że jej buźki nie ustawiłam do obiektywu...

Słońce, jak zwykle, pokonało mój "kunszt" fotograficzny. Ale przynajmniej poznałam sztuczkę, jak ustawiać ostrość na automatach. Dla niektórych pewnie to oczywistość, ale ja jestem lamą nerką :)

A więc. By mieć ostry obiekt nie znajdujący się w centrum zdjęcia, wpierw kieruję na niego, łapię ostrość, a dopiero potem kadruję. Wow, oszukać maszynę!


A na koniec przyznam kilka rzeczy.
1. Słońce tak mocno się odbijało na sukience, że musiałam modyfikować zdjęcia, by było widać w ogóle biedronki (co widać, ale uczciwie jest się przyznać).
2. Sposób na spódnicę z koła gdzieś podpatrzyłam, ale nie mogę sobie przypomnieć źródła...
3. Jestem taką lamą nerką, że nie wiem, jak się zamieszcza banerki.