Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nikki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nikki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 września 2016

Dawno mnie tu nie było

I przez jakiś czas dalej nie będzie :(
Chwilowo nie mam warunków, by dodawać wpisy tak regularnie, jak robiłam to przed lipcem. I nawet wakacje nie mają na to wpływu.

Aparatu dalej nie mam, internet szlak trafił - i to dosłownie, uderzenie pioruna spaliło nam router, przy okazji drukarkę i zasilacz od laptopa. Na nowy nie ma nadziei, bo czekamy na zakończenie umowy. Termin ponoć już minął, ale tam, w jakimś biurze się nie śpieszą...

Szkoda. Brakuje mi tych spontanicznych wypadów w teren, albo chociaż na podwórko, by móc porobić  zdjęcia. Brakuje mi też kontaktu z Wami, zawsze mnie podnosiły na duchu. Przynajmniej lalki jakieś przybywają.

Wciąż zaglądam na inne blogi i bardzo raduje mnie, co mogę tam zobaczyć. Tylko jestem mniej aktywna.

Z lalek pokazuję dziś znowu moją Nikki Fashionistas. To jedyna lalka, której nie potrafię przebrać i nawet nie chcę tego robić. najbardziej podoba mi się w obecnym outficie. To taki mały ewenement, bo przecież nie lubię tego moldu, ale ona jest po prostu śliczna.













 W międzyczasie, do sesji wkradła się Smiley.












No, to tyle na dziś. Pozdrawiam :)

wtorek, 26 stycznia 2016

Fashionistas in Spotlight

Jak szybko potraficie zasnąć po powrocie z pracy? Ja muszę jak najszybciej :)
Od czwartku w moim pokoju pomieszkuje parka nowych lokatorów - zeberki. Nie są głośne, ale jeszcze się do nich nie przyzwyczaiłam. Właściwie to bardziej rozprasza mnie trzepot ich malutkich skrzydełek, niż dźwięki wydawane przez dzióbki. Zima to chyba najlepszy czas na zaczęcie przygody z chowem ptaszków, ponieważ dni są krótkie, dzień wstaje późno, w związku z czym dadzą nam ciut dłużej pospać ;) Nie mają też ochoty na lęgi, więc się nie sforsują, a do wiosny mają dużo czasu by się zaaklimatyzować.

Za to ja wciąż nie mam czasu dla siebie i lalek. Ta pora mnie wykańcza, dni są za krótkie, a i tak nie są dość jasne. Myślę, że póki mam półmrok w pokoju, zredukuję swoją blogową produkcyjność. Jedyną sensowną frajdą, jaką daje mi zima jest próbowanie nie wpaść w poślizg samochodem. A jeśli już to chociaż po zaplanowanej trajektorii...

Jest koniec miesiąca, ale w drodze do dziesiątego jesteśmy tak jakoś w połowie. To dobry czas, by skontrolować swój budżet i przejrzeć dotychczasowe wydatki. Jest nawet dobrze - wydałam mniej, niż wpłaciłam. Chyba po znalezieniu pracy i zachłyśnięciu się kilkoma wypłatami wreszcie zaczynam się statkować. Tylko jednej z pozycji w liście transakcji nie mogłam sobie przypomnieć. Tajemniczy sklep "Szafir" i kwota na ponad pięćdziesiąt złotych. W głowie czarna dziura, po czym patrzę w kalendarz - w piątki pracuję, ale w ten byłam chora. Apteka? Płaciłam gotówką... Lalka? Czy ja kupowałam sobie jakąś lalkę??

A jednak! :D


Proszę Państwa, oto Fashionistas Nikki in Spotlight. Nowa, wprost z półki sklepowej. Taki niedobitek sprzed kilku lat. Mam straszne parcie na fashionistki, ale spóźniłam się na nie z moim kolekcjonerstwem. Teraz mam szansę tylko na kilka uboższych barbie i ewentualnie Nikki...
Oczywiście, rzadko mam wobec nich krystaliczne zamiary trzymania na półkach w stanie nienaruszonym ;)


Mam za to taki nawyk, by nie wyrzucać pudełek w całości. Mam tył od każdego opakowania zakupionych przeze mnie lalek. Jest to mój osobny zbiór, kiedyś go zeskanuję ku pamięci.
Na zdjęciu prezentują się pozostałe panie w świetle fleszy. Bardzo chciałabym kiedyś upolować Raquelle, ale znając realia, będzie to niemożliwe. Summer może być lalką o przyjemnej buzi, za to Barbie... Wyobraźcie sobie, jak stylowo by się prezentowały wszystkie playline'y, gdyby zastąpić kolor różowy różnymi odcieniami borda i czerwieni...

Do samej lalki mam mieszane uczucia. Bardzo dobre wrażenie na mnie zrobił makijaż jej oczu - jest bardziej zielonkawy, niż niebieski. Kolor włosów i ich stan tym razem to bajka - błyszczące, mięciutkie, głęboki brąz nieskalany ani jedną kroplą kleju, a w głowie aż wiatr hula od jego braku!
Mniej za to przypadł mi do gustu kolor ust. W ogóle nie lubię tego moldu, a jasna pomadka optycznie powiększa jej usta. Mam już jedną fashionistkę z tym moldem, której buzia mi się bardziej podoba, stąd moja decyzja.

Postanowiłam, że Nikki odstąpi artykowane ciałko dla Kasandry, natomiast sama będzie w przyszłości poddana zmianie ust. Szkoda marnować główkę z takimi fajnymi włosami.

Kasandra już po przeszczepie, czuje się doskonale. Bogata kreacja bardzo do niej pasuje i podkreśla jej egzotyczną urodę. Sukienka bardzo mi się podoba, zwłaszcza jej góra ze skrzyżowanymi ramiączkami na dekolcie. Za to Mattel nie byłby sobą, gdyby czegoś nie spartolił... Widzicie, sukienka ma z przodu rozcięcie, pokazujące nogi. A za nimi jest błyszczący materiał tyłu sukienki. Wszyty lewą stroną do wierzchu.
Może sukienki w ogóle powinny mieć materiał tylko z przodu a z tyłu świecić plecami i wmoldowanymi majtkami lali? W końcu nawet producent uznał, że zabawki nie służą do zabawy tylko do szybkiego sprzedania się za atrakcyjny wygląd. No, ale przecież tylko on będzie nimi handlował, przecież nie dziewczynka, która lalkę otrzyma od rodziców! Widocznie, wciąż ma swoich klientów za idiotów, którzy ślepo będą się nabierać na wszystkie podpuchy, których firma się podejmuje. Ile to było już niespodzianek, które były świadomymi decyzjami producenta, a dało się je odkryć dopiero po wyjęciu lalki? Głowy na bolce, zszyte w całość topy z marynarkami, tył ubrania zawsze zastąpiony jednokolorową, o wiele tańszą tkaniną...
Tymczasem Mattel doskonale wie, że nawet, jak ktoś jest świadomy tych zabiegów, ale jest zakochany w lalkach (jak ja i inne dzieci, tudzież poważni kolekcjonerzy), to i tak będą mu płacić, bo nie ma zbytniej konkurencji... A szkoda, bo dopiero ona by ich zmotywowała do większej rzetelności.

To skoro już pohejtowałam, pora na coś milszego, czyli ciąg dalszy oglądania Kasandry :D








Teraz pozostaje mi jeszcze przebrać ją w jakieś bardziej codzienne ciuszki. Pozdrawiam, nie dajcie się zjeść zimie! ;)

poniedziałek, 16 lutego 2015

Siostry Summer

Summer Gordon pojawiła się w roku 2004, jako kolejna najlepsza przyjaciółka Barbie. Widocznie można mieć mnóstwo "najlepszych" w swojej historii. Ken też wtedy poszedł w odstawkę, nasza kochana Barbara Roberts znalazła w sercu miejsce na nową fascynację - Blaine'a. Nic dziwnego, że młodsza siostra tego australijskiego przystojniaka uzyskała taką wysoką pozycję przy boku liderki rynku zabawkarskiego (oczywiście, w świecie Barbie, była ona przede wszystkim niebotycznie bogatą i popularną aktorką o tysiącu specjalizacji zawodowych).


 Jedno z pierwszych wydań. Summer Cali Girl 2004. (źródło)

Summer pierwszy raz pojawiła się w mojej ukochanej serii Cali Girl, przywitała świat swoją nową twarzą (mold Summer 2003) i oczarowała mnie szczerym uśmiechem i dużymi, radosnymi oczami. Zapoczątkowała też tendencję Mattela do puchnięcia lalkowych głów, ale to by się zdarzyło i tak.
Kiedy miałam już Barbie i Blaine'a wydawało się, że lepiej być nie może. A jednak! Wypatrzyłam kolejny wypust serii Cali Girl i tym razem odkryłam Horseback Summer. Oczarowała mnie kompletnie, nawet te loczki mnie przekonały. Miała szeroki uśmiech, duże oczy, "ładny brzuszek", oraz ZGINALNE kolana i łokcie! Miała też konia. Wyjątkowo naturalnego i chyba najpiękniejszego, jakiego Mattel kiedykolwiek sprzedawał. I właściwie to nie ważne już było, że wyrastałam z lalek. Musiałam ją mieć.

Oto Horseback Summer. Prawie jak moja, tyle, że ta była sprzedawana w osobnym zestawie (bez konia). (źródło)


I takiego miała ładnego wierzchowca... (źródło j.w)

Jej jedenej nie złożyłam do pudła zabawek z dzieciństwa, ustawiłam dumnie w łazience na poddaszu (blisko mojego pokoju), przywdziałam w powłóczyste szaty i mianowałam królową tamtego miejsca. (Potem do łazienki wywaliłam również telewizor, ale to inna historia).
Konia ukryłam u babci i byłam szczęśliwa, dopóki siostra go nie pomazała markerem, nie obcięła grzywy i nie wyłamała nóg ze stawów...
Summer w pewnym momencie też spotkało najście siostry, która w swej beztrosce miała w nosie wartość cudzą. Pomazała markerem i główkę i firmowe ciuchy, następnie próbowała uczesać jej loczki grzebieniem. Rozebrała z powłóczystej sukni, ubrała w znoszoną skarpetkę i odstawiła na miejsce, licząc, że nie zauważę.
Wkurzyłam się ostro, a jeszcze bardziej, gdy mnie w domu wyśmiano, że "taka duża, a się o lalki kłóci". A ja kłóciłam się przede wszystkim o ideę i poszanowanie cudzej własności. Tę skarpetkę rzuciłam siostrze w twarz, a Summer znalazła się w moim pokoju. Nie miałam dla niej miejsca, leżała zawsze gdzieś na wierzchu. Któryś z moich szczurów zainteresował się jej twarzą, pocałował w nos i brodę.

Tego cmoka zapamięta na całe życie (jeśli ktoś nie widzi - nos!)

 Tego też!

W tym czasie zaczęłam Summer używać jako miniaturowego manekina. Miała testować wykroje na ciuchy historyczne dla mnie :)
W pewnym momencie uznałam, że po rabunku Zuzi powinnam się zatroszczyć o jakieś honorowe ubranie i uszyłam dla niej giezło. I właśnie przez to znalazłam forum, zaraziłam się lalkami i, tadam(!), jestem również tutaj.

Podczas, gdy ja kompletnie nie interesowałam się światem Barbie, Summer zaczynało powodzić się gorzej. Mattel powoli odbierał jej wizerunek, za który tak bardzo ją lubiłam. Jej brat, Blaine, jako nowy chłopak Barbie po prostu gdzieś zniknął. Wrócił Ken. Summer nadal została przy Barbie, ale musiała się zrównać z pozostałymi przyjaciółkami. Musiała również tolerować Tereskę, która w pewnym momencie postanowiła odebrać Summer jej przepiękny mold, jej rozpoznawalną twarz. Australijka nagle stała się blondynką, może trochę bardziej rudą, ale jednak kopią swej idolki. Jakby było tego mało, zmienił się też jej gust i styl bycia. Zrobili z niej zafiksowaną wariatkę -sportsmenkę, pławiącą się w oczojebnych neonach... No, ale trzeba nabrać dystansu, hejtowanie tu nie pomoże :) Muszę czerpać to, co pozytywne, a przynajmniej ma m swoją pierwszą Summer.

Moldu Summer nagle zrobiło się wszędzie pełno. dostawały go wszelkie księżniczki i baletnice ze świata fantazji, Teresy, Fashionistki i ..,Raquelle. Było to miłą odmianą dla odrzucającego GG, ale powoli zaczęłam tracić nim zainteresowanie. Widocznie, lubiłam ten mold, gdy należał do jego imienniczki.

Jakaś Fashionistka Swappin Style siostry (właściwie to nie mam już pewności, bo często zamienia głowy w swoich lalkach)

Jakaś Raquella Fashion Fever na popiersiu Fashionistas Swappin Style. Nie jestem odpowiedzialna za tę masakrę. Co nie zmienia faktu, że Raquelli w tym moldzie było jednak ładnie...

Ale nie jest aż tak źle. Nowa Summer też się robi powoli sympatyczna. Co prawda, do tej pory spodobały mi się tylko dwa wydania, gdzie owa lalka nie wygląda, jakby miała downa. Jedną mam, drugą podziwiam ;)

Tę mam. Fashionistas 2013. Ładnie jej w czerwonym. (źródło)


Tę podziwiam. Summer Beach - na promo i na żywo jest tak samo ładna. (źródło)

A ta ma downa. Makijaż i ten miętowy kolor kompletnie ją zniszczył. Summer Fashionistas 2011/2012. (źródło)



 Słodka i głupiutka Summer Dreamhouse. (źródło)

 Summer dostała zupełnie nowy mold (a nawet dwie wersje- otwarte i zamknięte usta!). Może wcale nie została skrzywdzona. Tereska jej nie okradła z twarzy, tylko po prostu dostała w spadku stary, znudzony wizerunek...




Moje Summer... Nie mogą mieć tego samego imienia. Siostry się zwą Sol i Luna. Kontrast między nimi jest zaznaczony bardzo wyraźnie, a mimo to stanowią ze sobą spójną całość. Więź między nimi jest silna, bardzo tęsknią za swoim bratem.
 
Panny wybrały się na spacer po salonie. Zawsze to jakaś miła odmiana. Uznałam, że w reszcie domu jest bardzo dużo ładnych miejsc do robienia zdjęć, tym bardziej, że mój pokój nie jest tak wystawiony na światło dzienne.

Przy okazji mogę się pochwalić nie tylko lalkami. Oto żabka, ulepiona kupiona niegdyś przez moją mamę.

Szkliwo wypaliło się na niej, tworząc idealną, błyszczącą powierzchnię. Przy okazji też spłynęło po łapkach i przykleiło się do podłoża pieca, stąd te białe ubytki na paluszkach ;)
Sol zaś dotrzymywał towarzystwa niebieski kocur...


Widziałam fajną muszlę, może byśmy tam poszły?

No, całkiem ciekawe miejsce...

-I co tam widzisz?
-Masz tyłek w pajęczynach.

-Jak na mój gust, jest to czerwona glina z drobnym szamotem.

-O matko! To jest to takie stare, że aż zgliniało!

-Musiał w tym mieszkać strasznie duży ślimok...



-Czy ktoś powiedział "jedzenie"?!

-Właściwie, po co wychodzić w plener, jak krzaki są też w domu?

No i właściwie byłoby na tyle. Jak widać, Cali Summer nie występuje ani w swoim oryginalnym ciele, ani na ubranku. Postanowiłam ją przeszczepić na Fashionistas Nikki 2013 (z tej samej serii, co moja Sol). Moje lalki uznały, że skoro są na dole, mogą również odwiedzić pokój siostry. W końcu tam jest kilka panien- złodziejek moldu Summer. Zemsta musiała mieć przecież miejsce...

-Ty krowo, zabrałaś mi twarz!