Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fashionistas 2017. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fashionistas 2017. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 marca 2019

Co tam słychać w starej ekipie?


W poprzednim poście zbierało mi się na smęty, że nie ogarniam swojej kolekcji. Faktycznie, odczuwałam coraz mniej radości z prowadzenia tego zbioru i zaczynałam się gubić w tym, jakie lalki mam, jakie mają odcienie ciałek i jakim zabiegom planowałam poddać którąś z nich.
Głównym założeniem mojego poprzedniego zorganizowania było to, że lalki mają być dla mnie. Gdziekolwiek. W zbiorowych pudłach, torbach, poupychane po szafkach. Kiedy są schowane z zasięgu wzroku, ciężko jest się zorientować, co się ma, bo wystarczy coś schować głębiej i już się zapomina...

Jakiś czas temu, wspólnie z Bliską Mi Osobą, wystosowaliśmy depeszę do odległej krainy Chińczyków, którzy (po zaksięgowaniu odpowiedniego przelewu) postanowili odpowiedzieć wsparciem w postaci czterdziestu plastikowych stojaków. W zeszłym tygodniu karawana dotarła, a ja stwierdziłam, że skoro mam już stojaki, to coś przecież muszą trzymać. I tak oto pootwierałam zbiorcze kartony, każdą zabezpieczoną lalkę wyjęłam z worka foliowego i zaczęłam je ustawiać. Był to bardzo łatwy zabieg, jeśli akurat dysonuje się wolnym pokojem i szafką z pustymi pułkami.

Regał zagarnięty przez Fashionistki

Półka, na której upchnęłam wszystko, co do fasiek nie pasowało...

Na szczęście ja oba te czynniki spełniałam, a mieszkańcy tego pokoju mają w puchatych piórkach to, co będę sobie ustawiać na szafkach. Bylebym dawała jeść, pić, zrywała roślinki i nie narzucała im zbyt mocno swojego towarzystwa :)

Mam nawet cień podejrzeń, że owe beztroskie istotny nawet trochę kontemplują wygląd swojego otoczenia...

Przy okazji pokażę pozostałe lalki, którym przypadła loża w mojej sypialni.

Pozostałe panny i panicze przebywają w domu u rodziców, w większości upchane w szafce, w zgodzie z moimi starymi standardami przechowywania. U siebie w domu wystawiłam wszystkie, o których uznałam, że mogą się jakoś prezentować, ale jest jeszcze trochę lalek czekających na przeróbki. Głównie Monster High, ale z innych firm też się sporo znajdzie :)

Bardzo dużym udogodnieniem tego rozwiązania jest to, że w każdej chwili mogę wejść do pokoju i doświadczyć dużej ilości lalek na raz, nie muszę grzebać po kartonach w poszukiwaniu tej konkretnej i znacznie jest łatwiej porównywać je ze sobą. Obawiam się natomiast wpływu światła i kurzu, bo jednak odpowiednio zapakowane w kartonach były przed tym wszystkim bezpieczne...

Zdaje się, że pisałam coś o nie kupowaniu nowych lalek, ale kto by brał to na poważnie... Przed weekendem przyjechała do mnie następna fashionistka (nr. 107), dumna właścicielka moldu Skipper.

  Panna dość szybko uległa przebraniu, bo jednak raziła mnie jej kolorowa bluza. Pierwszym, co mi wpadło w oko, było jej oko. A właściwie wada w jego malunku...

To, co Mattel robi z jakością swoich lalek było już wiele razy przez wielu z nas pisane. Na pocieszenie mogę zauważyć, że większość tych odprysków znajduje się w punkach, które wystarczy przykryć ciemną farbą. A ja się pędzla nie boję, uff...

Reszta zrobiła na mnie na tyle dobre wrażenie, że nie przejmuję się tym okiem. Flock jest dobrze nałożony, a jego ciemna barwa ładnie kontrastuje z rozjaśnianymi włosami.

Bardzo fajny efekt podtrzymuje również ciemny kolor skalpu.

Moja nowa Skipper trafiła w towarzystwo trzech innych panien z tym samym moldem - dwie to fashionistki (w tym jedna o bardzo podobnym stylu, jeśli chodziło o strój i awangardową fryzurę), a trzecia to Patricia Cat Burglar z bajki o tajnych agentkach.


Skipper ma już nawet obiecane ciałko MTM, jednak chwilowo chcę ją jeszcze potrzymać na oryginalnym.

I to na razie wszystko na dziś. Pozdrawiam :)



wtorek, 4 grudnia 2018

Więcej buziek

Cześć.  Po kilku dniach mrozu i powtarzających się imprezach z uruchamianiem zdechłego samochodu, wreszcie nastał czas na odwilż. Pokusiłam się nawet na łażenie bez czapki. I bez rękawiczek. I nic mi się nie działo!
Poszukiwania owych zachcianych fashionistek wciąż u mnie trwają. W tym celu odwiedziłam dzisiaj kilka większych sklepów i prawie się zdecydowałam na "lalkę pocieszenia", żeby mieć chociaż cokolwiek, ale przebłyski zdrowego rozsądku kazały mi się wycofać. Mam jeszcze czas, wciąż widzę nadzieję :)

Pewnie Was zanudzam, ale wreszcie się przekopuję przez zaległe panny i powoli widać światełko z dna tego pudła lalkowego. Jeszcze kilka wpisów, a będę mogła poświęcić chwilę jakiejś monsterce albo MC2...

Chwilę uwagi chciałam dziś poświęcić mojej fashionistce z 2016 roku, która była również pierwszą curvy, jaką zdobyłam do swojej kolekcji. Zapoznanie się z tym ciałkiem było dla mnie fascynującym doświadczeniem, chociaż ową główkę wymarzyłam sobie jednak na szczupłym, artykułowanym ciele.


Doskonale wiem, że była wtedy dostępna już gotowa taka hybryda, czyli MTM z deskorolką.
Owa panna oprócz bycia tym, co chciałam mieć, wyposażona była też w całkiem fajne ubranie, deskorolkę, kask i ochraniacze.
A jednak nie dane jej było wpaść w moje ręce (no dobra, raz w nich była, ale odstawiłam ją spowrotem na półkę).





[zdjęcie producenta]

Różnica między tamtą MTM, a moją fashionistką na takim ciele była właściwie tylko jedna - fashionistka miała ciut jaśniejszą cerę.

Po lewej widzimy sukienkę w kwiatki, oraz grube ciałko, po prawej zaś główkę, do której owe ciałko należało :)






Jak widać, dieta odchudzająca była dla niej bardzo korzystna.
Na zdjęciu widać też szezlong Gloria, który zachciało mi się okleić aksamitnym materiałem. Niestety, w niektórych miejscach zostały brzydkie ślady po spinaczach, ale może kiedyś postanowię powtórzyć zabawę i zrobię to lepiej. Moje lalki wydają się być zadowolone z efektów.


Swoją drogą, choć lalkę kupowałam osobiście, to dopiero w domu zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo nierówno ma nałożony makijaż. Przez długi czas w związku z tym miałam do niej mieszane uczucia i nawet wahałam się nad tym, czy nie przełożyć jej znowu na jakieś sztywne ciałko. Lalka przypominała mi kilka innych osób jednocześnie, co dodatkowo utrudniało podjęcie decyzji. Obecnie nie zamierzam jej przekładać, chyba, że wygra  z panną jakaś inna głowa.
Póki co, jestem zdania, że jest to jedna z niewielu lalek, która tak świetnie sobie radzi przed obiektywem, a owa nierówność tylko dodaje jej charakteru.







No i to tyle, względem mojej curvy carl.
Drugą lalką jest trochę nowsza fashionistka, której obecność u mnie zawdzięczam właściwie tylko pewnemu przypadkowi. Jest dość interesująca, ale raczej sama bym nie podjęła decyzji, żeby ją sobie kupić, ponieważ nie do końca wpisuje się w moje gusta.


Tą panienką jest tym razem następna grubinka, tym razem o jasnych włosach i dumnym moldem goddes. W lalce urzeka mnie jej jasna skóra i ciekawy odcień blondu. Nóżki jej stoją tym razem na płaskich stopach i są wyposażone w białe sandałki, które na pewno będą często wykorzystywane w moich stylizacjach.




Jeśli chodzi o główkę, to chyba nie jest najlepsze wcielenie tego moldu. Bardzo mocno zarysowane oczy sprawiają wrażenie zbyt dużych i szeroko rozstawionych, co potęguje wrażenie zeza rozbieżnego. Przynajmniej są równo, czego nie można powiedzieć o ustach. Mam wrażenie, że buźka o rodowodzie kolekcjonerskim jeszcze nigdy nie zaliczyła takiego upadku, ale pewnie wyolbrzymiam. Niby jest ładna, ale w porównaniu do tego, jakie wcielenia miał wcześniej ten mold, to naprawdę słabo się prezentuje. Innym minusem tego wydania jest fryzura. Niby rozpuszczone włosy z jednym lokiem upiętym, a jakoś tak się dziwnie podnoszą do góry i sprawiają wrażenie, że już i tak spora główka jest jeszcze większa...





A tutaj zdjęcia, gdzie moja blond goddeska pozuje w towarzystwie innej playline o tym samym moldzie. Widać różnicę!

Jeszcze nie wiem, jakie będą dalsze losy tej pannicy u mnie, ale możliwe, że dam jej szansę, zrobię przeszczep, zmienię fryzury, odmaluję usta... Kiedy już zbiorę te fashionistki, które sobie zaplanowałam, to powrócę do tego tematu i będę robić albo czystki, albo modyfikacje :)

Pozdrawiam.

wtorek, 27 listopada 2018

Chick in Chambray - Wide Smile


Wciąż próbuję nadrobić zaległości z lalkami, które się u mnie pojawiły. Na razie staram się umieszczać te w miarę świeże zdobycze, a później będę wracać do wcześniej pominiętych, aby móc im na spokojnie poświęcić więcej czasu.
Los się do mnie uśmiechnął i dostałam aparat, którego nie muszę od nikogo i nikomu pożyczać, tak więc część zdjęć było dziś robione pierwszym, a część drugim. Widać znaczne różnice, ponieważ aparat, który miałam do tej pory robi jaśniejsze zdjęcia w takich samych warunkach i ma większą rozdzielczość (którą i tak zmniejszam przed publikacją), a drugi jest bardziej intuicyjny i lepiej łapie ostrość. Myślę, że doskonale będzie się sprawdzał w plenerze, gdyż zwykle miałam problem z fotografowaniem jasnych kreacji na mocnym słońcu, bardzo często wychodziły prześwietlone, mimo ingerowania w ustawienia aparatu. Cóż, na lato trzeba będzie poczekać, ale przecież damy radę :)

Wracając do lalek, dzisiaj moja Chick in Chambray, która miała szczęście pokazać się w jeszcze niezmienionych ubrankach, wiec nawet nie musiałam szukać nigdzie jej zdjęć promocyjnych.

 Lalka jest ciekawa w swojej formie, ale chyba nie mam, co się powtarzać. Wiecie, że to nie jest pierwsza panna Mattela, która nie miała rootowanych włosów? Przed nią jeszcze firma wypuściła całkiem łysą dziewczynę, która nazywała się Ella i miała podnieść na duchu dziewczynki zmagające się z nowotworami. Ciekawe jest to, że z założenia lalka miała być dostępna tylko dla tej grupy użytkowniczek i nawet na opakowaniu było napisane, że nie jest obiektem sprzedaży... a i tak pojawiła się w sklepach i to nawet polskich. Jeśli ktoś jest ciekawy tego tematu, polecam odwiedziny w pewnej Króliczej Norze.



Jej nowy mold(w internetach nosi nazwę Wide Smile) jest bardzo specyficzny, a dla niektórych nawet mocno odbiegający od standardów piękna. Idzie to głównie za sprawą bardzo szerokich ust, oraz małych oczu. W połączeniu z krótkimi włosami w mocno kontrastującym z karnacją kolorze Chick in Chambray wyszła bardzo ekstrawagancko. Na szczęście wiedziała, jak zrównoważyć swój styl i aby dodać sobie kobiecości, postanowiła więc włożyć niebieską koszulę z falbanami na rękawach i ozdobić się różowymi dodatkami.
Mój Luby nazwał ją feministką, ale mam nadzieję, że nie jest zbyt skrajna. Każda skrajność jest zła...


Wracając do moldu, wydawał mi się bardzo znajomy i już wiem, że z profilu Wide Smile jest strasznie podobna do nowszej Summer. Wyraźną różnicę widać dopiero na czole, natomiast prosto-zadarty nosek w obu wypadkach wydaje się być identyczny, tak samo, jak ułożenie górnej wargi.



A teraz, uwaga, słońce zachodzi chmurami, a my dodatkowo zasłaniamy okna, ponieważ Wide się przebrała a na ściankach zrobiło się ciemno... (tak, to ten drugi aparat).


Włożyłam jej chustkę od Glam Boho, chyba nawet tyłem na przód, ale uznałam, że tak będzie wyglądało bardziej egzotycznie, jakby to miał być jakiś turban. Fajnie podkreśliło jej orientalne rysy twarzy, chociaż wciąż bardziej widzę ją jako Hinduskę. No, ale niech tak na razie będzie, zwłaszcze, że chustka dość solidnie zabezpiecza flock przed wykruszeniem się.


Przy okazji, skoro już notka poświęcona jest tej buzi, melduję, że posiadam już następną laleczkę z tym moldem. Jestem nią oczarowana na tyle, że na razie nie widzę jej w innym stroju i chyba będzie musiała poczekać do lata, bo tak trochę nie mam serca puszczać teraz tych roznegliżowanych fashionistek na mroźny plener :)



Gościnnie przebywa u mnie Hanka, którą upolowałam z powodu wyższych celów. Hanka nawiązuje nowe znajomości, dopóki nie trafi do gromady Inki, gdzie prawdopodobnie zostanie porządnie odkarmiona.


Do tej pory myślałam, że wszystkie Hanny Montany, czy Hajskulemjusikale miały mold Summer 2003 (pierwsza Summer). Po oględzinach główki i inskrypcji na tyle zrozumiałam, że to zupełnie inna forma.


Rozwala mnie jej sympatyczna buzia :)


Hanka ma też bardzo uroczą kurtkę. Póki mogę, to większość moich lalek mierzy ją w zachwycie.


To tyle się dzisiaj działo. Jakiś czas temu skonstruowałam kolejną ściankę, tym razem z oknem. Ścianka ma ten minus, że jest zrobiona z kartonu i się delikatnie wygina. Aby ją naprostować, postawiłam ją wewnątrz dioramy i docisnęłam podłogą. Will teraz pełni kolejną ważną funkcję - nie śpi, bo trzyma ścianę. Okno, jak na razie jest zamurowane, ale jeszcze nie szukałam obrazków, które będę mogła tam wstawić.

Pozdrawiam :)

poniedziałek, 19 listopada 2018

Stadko się powiększa

Cześć.

Jest poniedziałek rano, chłód stuka do szyb i zagląda przez okna, po chodniku leniwie snują się dzieciaki do szkoły, a ja już od siódmej rano kręcę się po domu z poczuciem czegoś do zrobienia. Coraz częściej mam wrażenie, że zapomniałam o jakiejś sprawie i nawet nie wiedząc, co właściwie zaniedbałam, czuję się winna, przegrana. Jest to chyba jakiś rodzaj nerwicy, który nie pozwala się skupić, krzyczy do mnie "rób, nie pytaj!", bo nawet, kiedy spytam, nie otrzymam odpowiedzi. Zostało mi ponad godzinę przed wyjściem, a zamiast ją spożytkować, będę się martwić, że tego nie zrobiłam.
Po powrocie będę zbyt zmęczona, by coś zrobić i pójdę spać, wiedząc, że to kolejny dzień, który bezpowrotnie minął. W tygodniu mam siedem takich dni. Smuci mnie, że każdy przynosi takie same wnioski.
Okres jesienno-zimowy zawsze miał na mnie zły wpływ. Zachmurzone niebo, mżawka wisząca w powietrzu, wszechogarniające poczucie chłodu i widok pary unoszącej się z ust. Ludzie chowający się w ciemnych płaszczach i zaszronionych samochodach. Świat, który nie ma koloru.
Dotyczy to również lalek, czyli hobby, które nie zobowiązuje mnie w żaden sposób i nie narzuca żadnych norm, czy obowiązku wypełniania harmonogramu. Zwłaszcza późna jesień jest trudna. Odechciewa się robić zdjęć, odechciewa się kraftować. Trzeba przejść w formę spoczynkową i jedynie pilnować, by ten płomyk fascynacji nie zgasł.

Znam na to sposób. Nic wtedy nie muszę robić. Wiem, że to droga na skróty, ale wiem, że to jest również ustępstwo, na które mogę się zgodzić. Prezent, który zrobię sobie sama.
Wystarczy rozpakować nową lalkę :)


Nie wiem, czy tylko  ja mam takiego pecha, ale ponoć już od jakiegoś czasu są dostępne nowe fashionistki. Nie wiem, na ile to prawdziwa informacja, ponieważ nie mam dostępu do wszystkich sklepów. Tam, gdzie już byłam, wyglądało, jakby czekano na dostawę. Od kilku tygodni, bo z poprzednimi fashionistkami też było słabo. Internety? Amerykanosa nie zaliczę do "sklepów w Polsce".
Trochę czułam się rozdrażniona, a trochę zdesperowana. Jak to już są, a ich nie ma?
Jest tam kilka jednostek, których mocno wyczekuję(Daya w szarej bluzie i z żółtymi pasemkami, grubsza Carnaval, czy Skipper w lawendowej koronce!).

Póki zostały poza moim zasięgiem, zaczęłam się przyglądać tym, które są łatwo dostępne. I coraz bardziej się przekonywać. Może jednak jakąś jeszcze wybiorę? No bierz, później ich nie będzie. Przecież każda to jakiś ciekawy pomysł.


No i mam. Pierwszym ciekawym pomysłem była śniada wersja Raquelle na ciałku orginal. Nigdy wcześniej nie myślałam o tym, że jej trójkątna twarz, wydatne kości policzkowe, czy stosunkowo małe oczy o bystrym wyrazie będą tak ciekawie współgrać z ciemną karnacją. A wyszła z tego całkiem sympatyczna dziewczyna, ubrana skromnie, ale jak najbardziej atrakcyjnie, z tylko subtelnymi przebłyskami wskazującymi przebojowy charakter.

Nawet spodziewałam się że, oba ubranka są ze sobą zszyte, by stworzyć całość, a okazało się, że spokojnie można te elementy rozdzielić, by skomponować inną stylizację. Jeansowa sukienka jest wygodna przy wkładaniu, ponieważ rzep został wszyty po całej jej długości. Obszycia wykonane z białej nici, kieszenie co prawda tylko narysowane, ale narysowane ściegiem z maszyny, a nie naprasowanką z farbą.

 Buty to odlew, który pamiętam ze starszego wypustu rej serii, ale mają kojącą, pudrową barwę, współgrającą z koszulką.





Ciekawe jest to, że przez na pozór spokojnie upięte, kasztanowe włosy przezierają się pukle w miętowym kolorze. Tak na prawdę cała główka jest rootowana w tym odcieniu, a kasztan idzie tylko przez krawędzie skalpu. Z tego powodu nie chcę jej zmieniać fryzury i nawet boję się odpinać okulary. Boję się, że w rozpuszczonych włosach już jej nie będzie tak dobrze. Na razie nie mam parcia, by ją przekładać na inne ciałko. Po zebraniu moich lalek w jedno miejsce, stwierdziłam, że artykułowanych panien z ciekawymi główkami mam już bardzo dużo i będę ten zabieg fundować tylko w wyjątkowych sytuacjach. Ta Raquelle podoba mi się w takiej wersji, jak już teraz jest.

A, żeby życie miało smaczek, wlazłam na Allegro z radosną myślą "A może kupię sobie jakiegoś Murzyna?" I tak oto dwa dni później wyjęłam tego tutaj pana z paczkomatu.
Niby panowie z moldowanymi włosami mieli mnie nie interesować, ale jakoś nie mogłam się oprzeć tym rzeźbionym warkoczykom. W dodatku, w Winylowym jest znaczna przewaga płci pięknej, a nawet Will, mimo swych chęci, nie zaopiekuje się wszystkimi damami. U mnie panowie powinni mieć swoje haremy :)


Po przegrzebaniu internetu dowiedziałam się, że obecną nazwą dla tego moldu jest AA Cornrows. Lalek jest ubrany na pozór grzecznie, biała koszula, krawat, szare, długie spodnie... I srebrne, ćwiekowane tenisówki!!!111oneone 

 Oszalałam, jak zobaczyłam, co ma na butach, taki facet z charakterem, co ma stopy przebrane za jeże. Wydawało się, że jedynym pazurkiem u niego jest ciekawa fryzura.

 Mam jednak obiekcje do ust. Na zdjęciach wyglądają dobrze, ale na żywo, mój nowy mężczyzna ma jakby żabie wargi. Chyba są namalowane trochę za wysoko, przez co wychodzą ponad linię ust. Muszę je zmyć, bo co na niego patrzę, to chce mi się śpiewać, że "w wannie już pływa świąteczny karp"... A do świąt to jeszcze chwila.


Lalek jest posadzony na ciałku o standardowej posturze Kena. Ręce i nogi odchylają się na boki, ale znacznym minusem jest brak możliwości przekręcania główki do góry i do dołu. Trochę mnie to rozczarowało, bo jest to kolejna oszczędność, która ogranicza dzieciom zabawę, a mi utrudnia wydobycie z lalki odpowiedniej pozy do zdjęć. Zwłaszcza zdjęć z historyjkami, które kiedyś robiłam i zamierzam nadal robić. 

Ciekawe, jak długo Mattel będzie nam odejmował, aż w końcu stwierdzi, że ludzie jakoś mało kupują, więc będzie okrajał jeszcze bardziej? Czy ja i inni ludzie powinniśmy porzucić Barbie, bo producent sobie z nas kpi? Porzucić tak ważną dla mnie gałąź kolekcjonerstwa? Coraz częściej mam na to ochotę, a jednak wciąż lgnę i przełykam ochłapy, bo mam nadzieję, że to tylko tymczasowy kryzys.
-Witam w Winylowym Orszaku. Bierz kwiaty i leć na podryw!
Na szczęście, mój król artykulacji zaakceptował nowego lokatora.



Swoją drogą, kupowanie nowych lalek to tylko pretekst. Tak na prawdę potrzebowałam przezroczystego plastiku, a ten najlepszy jest z lalkowych opakowań. Ale do czego, to napiszę innym razem :)


Pozdrawiam.