Przy okazji chciałam się pochwalić, że w dużej doniczce wyrósł mi imbir i jeszcze nie umarł. Jestem pod wielkim wrażeniem, ponieważ nie mam ręki do roślin, a te nie mają serca i zbyt często u mnie przymierają. Niby w domu było zawsze dużo doniczek i mama poświęcała im sporo uwagi, jednak zwykle była niezadowolona z efektów i średnio się dzieliła wiedzą na ten temat - tak więc jestem świadoma, że roślinę trzeba czasem podlewać i ewentualnie zaplanować ich lokum pod względem dostępnego światła. W zimie, o to trudno, a grzejniki pod parapetami nie ułatwiają sprawy. Ale imbir jest i, choć nie chce rosnąć już w górę, to nadal żyje, więc mu kibicuję!
To zielone badyle za lalką, to właśnie imbir :D
No, ale, wracając do Chandry, postanowiłam jeszcze pokazać ją w towarzystwie MTM z takim samym moldem. Kiedyś zastanawiałam się nad przeszczepieniem ich między sobą, ale teraz się rozmyśliłam. Czarna MTM robi się coraz trudniej dostępna, a mi się bardzo podobają jej zielone oczy.
Druga lalka chętna do zmiany image'u to świąteczna Carnaval. Jeszcze nie mam na nią pomysłu, dlatego zbyt mocno nie odchodziłam od jej odświętnego wizerunku, tylko pozbyłam się jej sukienko-ceraty. Na pewno będzie miała zdjęte kolczyki i pewnie trochę zmienioną fryzurę. Przy tej wydaje się, że jej spora głowa jest jeszcze większa. Niestety, jej kolor skóry średnio wróży możliwości do przeszczepu, ale nawet podoba mi się jej obecne ciałko.
Nie pisałam o niej wcześniej, dlatego poświęcę jej teraz trochę słów. Kupiłam ją ze względu na nietypową buzię. Wciąż wersje Barbie AA nie są u nas zbyt częste, a do mold Carnaval darzę bardzo dużą sympatią. Z tych dwóch powodów owa lalka jest dla mnie cenna.
Niestety, po otworzeniu paczki i zobaczeniu lalki na żywo, trochę się rozczarowałam. Projekt został wykonany możliwie tak tanio, jak się dało. Nie chodzi mi o kiepskiej jakości materiały, u mojej lalki nie ma nawet wad w makijażu. Po prostu sam pomysł jest strasznie ubogi, jak na elegancką pannę, która ma dodatkowo uczcić podniosłą atmosferę świąt. Mam wrażenie, że makijaż jest płaski, farba jest bardzo intensywna, a sam rysunek duży i widać piksele w tęczówkach. Ciężko napisać, o co dokładnie mi chodzi, po prostu ta Carnaval jest zwykła i nie robi na mnie takiego wrażenia, jak inne lalki, choćby fashionistas. Zresztą, przy projektach fasiek Mattel jeszcze trochę się stara.
Zamówiłam jeszcze jedną "budżetową playline" i jestem ciekawa, czy też będzie tak zrobiona.
Ej, wiecie co? Ona i tak jest bardzo fajna i przesadzam z biadoleniem :)
Dopiero porównując ją z inną Carnaval widać różnice w jakości makijażu. Nie chodzi o brak piegów, ale ogólny końcowy efekt. Z drugiej strony, w moich oczach faśka boho jest fashionistką o najpiękniejszej buzi i trudno jej dorównać.
I jeszcze raz boho.
Pozdrowienia!
