Moje długie milczenie nie było związane z załamaniem. Wciąż dużo się dzieje w moim życiu, a ja dość mocno się w nie angażuję. Gdy wracam do domu mam siłę tylko, by się położyć do łóżka. A i tak nie mogę się wyspać, bo zaraz dzwoni budzik. Czuję się trochę, jak w bajce "Księżniczka i Żaba".
Insza sprawa jest taka, że idzie jesień, a złapanie dobrego światła w domu już nie należy do tak łatwych. Jak również... nagle przestałam mieć pomysły na notki. Historyjki mi wypadły z głowy. Niby mam lalki, ale nie wiem, którą dać i o czym... Tak, jak ostatni wpis był całkowicie spontaniczny, tak przed nim samym miałam ułożony w miarę sensowny plan... I on mi prysł.
Z lalkami też się trochę dzieje. Co nieco im uszyję, ale wciąż to są drobiazgi... Żaden z tych drobiazgów nie nadaje się na osobny wpis... bo to tak jakbym Was nie szanowała, zawracając głowę byle czym. Niech się zbierze ich więcej ;)
Dziś przedstawię Grace, która właściwie to jest całkiem podobna do Tiany ze wspomnianej już przeze mnie bajki. Długo myślałam nad strojem dla niej, średnio umiem trzymać lalki w ich oryginalnych stylizacjach. Sukienka Grace bardzo mi się podoba, ale chyba chętniej bym ją zobaczyła na kimś innym. Usta lalki też nieco mnie drażniły i wahałam się, czy nie pójść śladem Inki i nie zrobić demakijażu. Pasowałyby jej ciemniejsze. Ale chwilowo biała prostota, oraz czerwony kwiatek doskonale spajają się z panną w całość, więc niech tak zostanie.
Chociaż miałam w tle białą ścianę, to musiałam się przenieść bliżej okna.
Miałam dylemat między dwoma sukienkami. Obie białe, jedna z ładniejszą górą, druga z ładniejszym dołem...
Tak mało światła...
Choć tak duże okno.
Obiecuję, że następnym razem nie będę pisać tak długich wstępów...