czwartek, 2 września 2021
Zmiany
poniedziałek, 14 czerwca 2021
Na szybko
niedziela, 9 maja 2021
Nowe wcielenie Geri
Juhu! Nadal się nie ogarnęłam względem mojej przerwy od pisania, więc moja obecność tu to czysty przypadek.
Geri była niegdyś członkinią słynnego zespołu Spice Girls. Czasy świetności zdecydowanie miała już za sobą i pewnego dnia przybłąkała się do mnie półnaga, rozchwiana i potargana jako dodatek do innego trupka. Nie byłam nią zainteresowana, więc leżała porzucona w więzieniu dla innych mniej chcianych lalek - pudle "nawet sprzedawać byłoby wstyd". W pewnym momencie jednak uznałam, że jej buzia jest nietuzinkowa przez ten szeroki, niemalże groteskowy uśmiech. Tak więc Geri doznała dekapitacji, aby orbitować po moich zapasach już jako sama głowa.
Aż nadszedł dzień, kiedy udało mi się odkopać ciałko artykułowanej Steffi Love. Miałam szczerą nadzieję, że będzie pasować. I pasowało - kolorem. Jednak sam zaczep na głowę był zupełnie inny.
Normalna osoba uznałaby z żalem, że musi bulić grube hajsy na super luksusowe MTM dla każdego, nawet najbardziej parszywego klonika, ale ja zarzekłam się, że w sprawach mniej wyględnych będę wierna swojej herbowej cebuli i zrobię wszystko, aby głowa Geri jednak znalazła się na tym ciele.
Następnym moim działaniem było zabranie ciała do sali tortur, znanej wśród moich lalek jako sala operacyjna Winylowego Funduszu Zdrowia. Wykwalifikowany personel w postaci mnie chwycił piłkę włosową i odciął kawałek szyi zakończony kulką i czymś dziwnym. Potem było piłowanie, wiercenie, znowu szlifowanie, klejenie, szukanie gwoździ (kiedyś wytłumaczę)…
Zwykle moje modyfikacje rozkładają się w czasie, ale tym razem zrobiłam wszystko za jednym razem. A głowa pasuje i ma całkiem dobrą mobilność. Nawet lepszą, niż niektóre obecne barbie.
I tak oto Geri stała się u mnie Dżesiką Viktorią, rozsiadła się w na szybko zaaranżowanym salonie i udawała wielką damę.
Buziaki!
niedziela, 2 sierpnia 2020
Wizyta przejazdem
Nadal mam problem z regularnym dodawaniem wpisów, ale przestałam się tym już przejmować. Muszę być dla siebie bardziej wyrozumiałą poganiaczką niewolników ;)
Dzisiaj krótko.
Wrzucam kilka zdjęć, które zrobiłam podczas rowerowej przeprawy do domu rodziców. Zwykle jeździłam samochodem, ale wtedy miałam kaprys na sprawdzenie innych możliwości. Co prawda, podróż trwała godzinę, a nie piętnaście minut, ale zwykle przecież nie zatrzymuję się, by oglądać okolicę i robić jej zdjęcia, więc mam usprawiedliwienie.
W starym miejscu sporo się zmieniło. Moja ulubiona okoliczna ruina została zapieczętowana - wyburzono budynki w najgorszym stanie, zamurowano tylną bramę, a przednią zamknięto. Więc może jednak jest jakiś właściciel? Szkoda, że nie zapobiegł wydłubaniu kostki brukowej z podjazdu i oszabrowaniu posiadłości przez złomiarzy. I wycięciu prętów z bramy. Mam nadzieję, że najładniejsza część zostanie kiedyś odratowana, nawet, jeśli nie będzie mi dane jej już więcej oglądać, jako osobie z zewnątrz.
Modelką jest fashionistas 87, która po przeszczepie na mtm nieprzerwanie cieszy się moją sympatią. Jak stado innych lalek, które do mnie przybywają. Mam problem z ustaleniem swojej "najulubieńszej" :P
Pozdrawiam.
czwartek, 2 lipca 2020
Beteesy
W zeszłym tygodniu przyjechało do mnie dwóch panów i z tej okazji postanowiłam zrobić zdjęcia moim kawalerom z BTS.
Jak widać, mam ich aż czterech. Wszystkich kupiłam tylko dla ubranek, dlatego będę ich z pełną premedytacją pozbawiać przyodziewku. Samych facetów miałam sprzedać, ale... chyba dam im jeszcze szansę ;)
Drugi wypust serii BTS pokazuje, że, jeśli trzeba, to Mattel potrafi się starać. Wystarczy spojrzeć na dopracowane ubrania, ilość dodatków i elementów garderoby. Bardzo bym chciała, żeby przy innych liniach lalki miały choć trochę zbliżony poziom do tego, ale pogodziłam się już z tym, żeby nie oczekiwać zbyt wiele.
No i to tyla. Do kiedyśtam.
piątek, 29 maja 2020
Krótka naprawa
Prawdę mówiąc, nie sięgnęłam po jakieś cudowne metody z żywicą UV (ale słyszałam, że się świetnie sprawdza). Wywierciłam dwa otwory w szyi, przez które przeprowadziłam odpowiednio skrócony gwoździk mający zastąpić wcześniej wyłamany, plastikowy bolec. Nie wygląda to bardzo estetycznie, ponieważ nie miałam odpowiednio cienkiego wiertła (znaczy, miałam, ale mocowanie nie pasowało do mojej frezarki). Główkę gwoździa podpiłowałam metalowym pilnikiem, resztę zabezpieczyłam kropelką, ale wydaje mi się, że raczej i tak samo nie wypadnie.
W pewnym kloniku, zamiast metalowego gwoździa, użyłam zwykłej wykałaczki, nie dałam żadnej kropelki i... Trzyma się. Nawet głowę zmieniałam i drewno nie puściło :D
Szyja po mojej radosnej naprawie wygląda teraz tak.
Tu od góry trochę widać, jak przechodzi gwóźdź przez środek.
Ciało wróciło do swej pierwotnej rezydentki, czyli C.A. Cupid. Biedna lalka, kiedyś kupiłam ją tylko i wyłącznie do zrobienia Zariny, a teraz, po wielu latach tułaczki, wreszcie może dumnie stanąć wśród innych lalek...
Ślady mojej naprawy są widoczne dopiero, kiedy lalce ustawi się głowę maksymalnie w górę. Nie jest to zbyt naturalna pozycja, więc podczas normalnego użytkowania nie będę narażona na częste doświadczanie tego "defektu kosmetycznego".
Jedyna obawa dotyczy tego, czy kiedyś ten gwoździk nie zacznie rdzewieć i nie spowoduje przebarwień u główki. No, ale czas pokaże i może zdążę odpowiednio zareagować...
Mimo ostrego słońca, zdecydowałam się wyprowadzić Cupid na krótki spacer. Skoro musiała już zwiedzić piwnicę, to czemu by jej nie zabrać na dwór, zanim ją wsadzę do szafki?
Tak prawdę mówiąc, nie spodziewałam się, że kiedyś ją zrekonstruuję i będę chciała zatrzymać. Pisałam kiedyś, że nie lubię ani lalek z grzywkami, ani buziek EAH, bo są zbyt okrągłe i napuszone... A jednak, właśnie ta grzywka zasłania brwi na tyle mocno, że buzia Cupid wygląda całkiem sympatycznie.
I na koniec: z tyłu widać tylko tyle gwoździa! :)
Pozdrawiam.





