czwartek, 19 marca 2015

Spacer, szałas i przywitanie Shanga

Wróciłam. Nie było mnie tak dyskretnie, że może nawet nikt nie zauważył. W tym czasie zwiedzałam metrem Londyn. Byłam też w sklepie DS i nie wyszłam z gołymi rękami. Przytargałam do domu Shanga, popaczyłam na niego, pocieszyłam się i... nagle czar prysł. Nie ważne, jaki Shang był fajny, bez Mulan zdawał się pusty. Taki niepełny...
No i nawet nie musiałam jojczeć, a jeszcze tego samego dnia znaleźliśmy się znowu w sklepie i mój wybranek postanowił mi sprezentować drugą lalkę. Poprzednim prezentem urodzinowym była Katniss... I wiecie, co? Mimo, że to ja wybieram, to obie lalki przedstawiają postacie z w miarę podobnymi charakterami.

No, ale o tym później. Po powrocie postanowiłam zabrać grubszą ekipę do lasu. Może nie na grzyby, ale zbudowałam im ich pierwszą chałupkę. Byli szczęśliwi, zwłaszcza, gdy się dowiedzieli, że jednak nie będą musieli tam nocować.




Na spacer wybrała się cała Brygada Bezpieczeństwa. 
[Może powinnam przechrzcić bloga na "winylowy wpierdol"...]


Katniss chętnie wygrzewa się w słoneczku.



 
Tacy groźni. Tacy niebezpieczni.



Ten gościu zdecydowanie przynosi nam wstyd.

Przydałoby się z nim pogadać.

Szałas zdobyty i zamieszkany.

Shang dzielnie trzymał wartę.

A potem się okazało, dlaczego.

-Ach, Shang! Nareszcie jesteśmy znowu razem.

Zostawili nam nawet wolny szałas.

-Co za baba... Nawet herbaty mi nie zrobi.

-Nalać to ci może, ale pięścią.

Za to na zdjęciach wyglądają jak przykładna para.

 No, to koniec sesji. Głupio tak męczyć młodych, napalonych i samych w domu. A nóż się zobaczy więcej, niż trzeba. Chociaż, przyznam, że jestem ciekawa, bo to moje pierwsze DS'y.

Obie lalki bardzo mi się podobają. Są ładnie wykonane, stroje rozpoznawalne (choć kiecka Mulan średnio się zgadza, a Shang powinien mieć pancerz). Tworzywo przyjemnie ciężkie w dłoni. Obie mają gumowe nogi, widać zawiasowych nie mają nawet w sklepie. Będę je przebierać i zmieniać fryzury. Oczy Shanga są namalowane bardzo prosto - czarna kropka na białym tle, ot całe oko...
Głupia jestem, bo w przypływie emocji nie przyjrzałam się dobrze - włosy na czole rootowane są krzywo. Spróbuję to wyrównać pędzlem, no trudno. Mam też wrażenie, że biedak ma pod koczkiem ukrytą łysinkę. Mulan chętnie rozpuszczę i przebiorę w coś swobodniejszego. Jeszcze nie wiem, kiedy.

1 komentarz:

  1. Mulan słodziutka, że nawet bez herbaty smakuje!
    ale nie wiem, co Ona widzi w tym prostaku - no cóż,
    są gusta i guściki!
    co do kolesia biegającego ze złotym grzebieniem -
    to może być niezła strategia grupy - odwraca uwagę
    wroga swym irracjonalnym podejściem do życia,
    mataczy w krzaczorach a grupa rozstawia szyki i
    wypatruje najsłabszych stron przeciwnika...
    "kluczu! krocz za mną!"

    OdpowiedzUsuń