czwartek, 7 lipca 2016

Nowa kocia reinkarnacja

Już chłodniej.

Uf, jak fajnie!

Ale zdjęcia zrobiłam, kiedy było ciepło.

Jest późna noc, jutro do pracy, więc nie będę się rozpisywać.

Rodzice zabrali aparat - znowu w momencie, kiedy tak bardzo go potrzebowałam. To nic, że jeździ z nimi siostra, która ma swój. Oni muszą mieć więc dwa. Tak u nas wygląda dzielenie się wspólnym sprzętem, będę musiała kupić jakieś własne ustrojstwo, a potem poczekać na lepsze czasy...

Podejrzewam, że kupienie taniego kompaktu w necie i tak wypadnie lepiej niż kompakt kupiony tanio kilka lat temu stacjonarnie, więc poziom moich amatorskich zdjęć raczej nie spadnie.

A może wreszcie ruszę tyłek i postawię bardziej na krafcenie drobiazgów, zamiast kupować kolejne panny. Kanapy mam trzy, a lalek w pytę. :D

Dobra, ja tu pisu-pisu, a noc coraz późniejsza, tak więc, ten. Spełniłam swoje groźby i zdekapitowałam kolejną Barbie. Siostra ucieszona, Skipper też, B. trochę mniej, ale przynajmniej będzie więcej się działo w jej życiu. W końcu, u młodszej wersji mnie lalki mają wieczne igrzyska. Haha, śmierci. U mnie to nuda, stanie na półce, kiszenie się w kartonie, czasem przyjdę, poczeszę, zrobię zdjęcia, wsadzę kanapę pod tyłek i znowu aż nazbyt spokojna egzystencja lalkowego stworka... Podejrzewam, że wielu moich Action-Manów tęskni za czasami, kiedy to jakieś dziecko w trakcie zabawy zostawiło lalkę na trawie, a ta musiała się modlić, by piesek akurat nie znalazł.

Moją sesją pies się nie interesował. Za to w pewnym momencie zostałam uraczona towarzystwem kota - ciągnie swój do swego...












Na koniec - kot.

piątek, 1 lipca 2016

Spotkanie ze szczurami

O rany, jak gorąco. 

Nie umiem napisać we wstępie więcej.


Patrzcie, kogo mi tu Patricia zaciągnęła do pudła, gdy ją do mnie wysyłali. Jak na kota przystało, przybyła razem z mysią zdobyczą.. Oto Mauscedes King z Monster High. Mysz i to z mysim (a nawet mysioklozecim) imieniem. 

 I ma ząbki :)



 Nooo i tu się musiałam złapać za głowę. Jaka szczurka? Przecież to mysz!
Ale przynajmniej z tą nietolerancją laktozy trafili, choć widać myśleli, że to taki absurdalny wyjątek. 
Że mysz musi jeść ser. Niespodzianka, Mattelu! Wszystkie myszowate nie trawią laktozy i mają po nich lanie!


 A teraz jeszcze raz, spójrzcie na tę córkę króla "szczurów". 

I porównajcie.


 To jest szczur. Łysy, ale przynajmniej widać, co wszystkie szczury mają pod futrem.

 To też szczur... Nawet bardziej przypominający dzikiego.


 To jest szczur naleśnik...


 A to szczur bagietka.


 To już wiecie.

Mój obowiązek rozwiewania ogoniastych wątpliwości został spełniony. Więc postanowiłam zrobić coś, za co każdy odpowiedzialny szczurzysta by mnie zgnębił. Wyszłam z myszą na dwór i obfociłam. 

 Świeży wiaterek.

 Dużo kwiatków.

 Słońce świeci...

 Mogę się przeziębić.

 Mogę się otruć.

 Wypala mi oczy.

 Nie znam drogi do klatki.
 
Nanana, sama frajda...


No, myyysz, jak byk!

Pozdrawiam :D