piątek, 30 stycznia 2015

Czym były dla mnie lalki?

Będzie głównie o tym, czym dysponowałam kiedyś i co mi się podobało, a co nie. Ale tylko trochę. To taki wpis z grubej rury, gdzie jest dużo tekstu ze wspomnieniami. Zwykłe rozczulanie się i sentymentalizm. Nudzenie. Energia będzie potem. Zdjęcia stare, część z poprzedniego telefonu i już pokazywana na forum.

Czym były dla mnie lalki? Miały być tym, czym dla większości dzieci. Jakimś ideałem piękna, z którym miałam się utożsamiać i kreować dla niego rzeczywistość. Problem był jednak taki, że moje lalki były brzydkie i w żadnym wypadku nie chciałabym wyglądać tak, jak one (co nie znaczyło, że ja byłam ładna!). Sztywne, białe włosy, łysawa głowa, przepakowana klatka piersiowa, wąskie biodra, nogi jak patyki i te małe kopytka...
Tak, miałam klony. Nawet nie Diany. W tej zgrai były dwie Steffi-love. Lubiłam je, bo się nie uśmiechały(chociaż miały wysokie czoło i plecy). Była też Totsy z rootowanym przedziałkiem i niczym więcej. Reszty nie umiem rozpoznać. Każda zabawa temi lalkami przypominała mi, że te właściwie mi się one nie podobają. Moja wyobraźnia uciekała się nie tylko do takich zabiegów, jak wymyślanie świata, sytuacji i postaci, ale przede wszystkim, by te postacie były ładniejsze, niż są... Umiałam zrobić wszelkie akcesoria i zwierzątka, nawet szyłam ubranka, ale twarzy lalkom nie byłam w stanie zmienić nigdy...
 Jestem piękną rudą blondynką, ćwiczę, by schudnąć z cycków, a w ogóle, to mam magnes w dupie...(serio, żeby się trzymała fotelika)
źródło zaginęło, gdyż obrazek zapisałam dawno temu.

Wtem, będąc już w podstawówce, pewnego zimowego dnia Mikołaj wręczył mi pudełko z prawdziwą Barbie. Rodzice by mi takiej nigdy nie kupili, ale to była akurat "gwiazdka grupowa" w jakiejś wielkiej sali zabaw i wszystkie dzieci miały zapewnione fajne prezenty. Sama lalka nie zrobiła na mnie aż tak dużego wrażenia, miała trochę ładniejszą twarz i milsze, saranowe włosy, ale nadal miała "klatę". Tak wyglądał owy egzemplarz:

Który skończył biednie, ponieważ na samym początku swej kariery zawodowej, jako moja zabawka 'od serca" jakaś koleżanka połamała jej diadem... Potem kuzynka sąsiadki chciała sprawdzić, czy zabawka potrafi latać i trzaskając nią nad chodnikiem ułamała jej szyję. Resztę dzieciństwa księżniczka wytrzymała z dziarsko podniesioną głową. Właściwie to nie mogła jej trzymać inaczej, bo sąsiad wziął na siebie winę krewniaczki i przykleił główkę na kropelkę :)
Jej dobre dni minęły wraz z moim dzieciństwem, gdy złożyłam ją i wiele innych z czcią do pudła, a następnie tata wyniósł je do piwnicy. I byłoby dobrze, gdyby mogły w tej trumnie trwać na wieki. Ale urodziła się siostra. Niby dorosła do trzech latek, a już miała w rękach moje stare lalki. W rękach, które potrafiły tylko niszczyć. A ja trochę za późno dowiedziałam się, że mój skarb został wydany...

Wybacz, że nie mogłam Cię uratować...[*]
 
Ale, nie skończyłam dzieciństwa na tej jednej Barbie. Przecież na rynek właśnie wchodziły nowe, smukłe ciałka, które okazały się być spełnieniem moich marzeń. Lalki wyglądały wreszcie świeżo i dziewczęco. Szalałam z zazdrości, koleżanka miała takie dwie i zawsze mi pożyczała jedną przy wspólnej zabawie.
Musiałam się naczekać jeszcze trochę, bo dopiero kilka lat później udało mi się namówić tatę na prezent (a pretekst miałam dobry, bo ładnie zagrałam na egzaminie z gitary).
Barbie Cali Girl 2003, źródło
 
Miała smukły brzuszek! Nie była blondynką! Do tej pory, nie wiem, gdzie się podziewa moja własna, ale ta została mi podarowana niedawno przez znajomą i przedstawia taki sam, choć nieźle wybawiony egzemplarz.


Rodzice nagle stali się hojni. W te same wakacje udało mi się wyprosić również Blaina. Był dla mnie "kenem" idealnym. Wyraz twarzy wydawał się być bardziej ponury, ale w zielonych oczach czaiła się melancholia i coś, na co moje lalki spokojnie mogły polecieć. Miał również ładne włosy i byłam bardzo szczęśliwa, że trawiłam właśnie na niego (już wtedy zupełnie kolekcjonersko twierdziłam, że mam ładny okaz : ) ). On również zaginął i jakoś nigdy nie natknęłam się na ślady jego obecności. Nawet, gdy wypytuję siostrę, to nie pamięta. Boję się, że mogła go naiwnie gdzieś przehandlować...
Jeszcze kiedyś do mnie wrócisz. źródło

Następna Barbie jest trudna do identyfikacji. Znaczy, wiem, jak była zapudełkowana, ale nie znalazłam żadnych zdjęć i nie znam nazwy serii. Pamiętam, że dostałam pieniądze od babci, odłączyłam się od mamy i poszłam do sklepu z zabawkami. Tam ją wypatrzyłam i poprosiłam ekspedientkę, by mi ją przybliżyła. Musiałam potwierdzić, że ma "ładny" brzuch. Miała też zielone oczy (to mi się najbardziej podobało) i grzywkę (a to już nie i grzywkę obcięłam). Po zakupie, schowałam pudełko pod kurtką i mama nic nie zauważyła :D
Znowu blondynka, znowu ten sam, głupkowaty uśmiech generation girl.
Shoe Barbie(tak ją nazywam) zachwycała mnie alabastrową cerą i żółtymi, nie białymi, włosami. Byłam na etapie fascynacji Warcraftem, więc ona była elfem wysokiego rodu, a Cali Girl i Blaine leśnymi elfami, ze względu na ich śniadą cerę.
Siostra też się do niej dobrała... i obcięła włosy. Skyrimowym wdziankiem ja się zajęłam.

I resztką włosów...


Ostatnią z tego wpisu będzie Cali Girl Horseback Summer. To była trzecia lalka z tej serii, która trafiła do moich łapek. I powiodło się jej najlepiej. Myślę, że o niej będzie osobny wpis, bo jest dla mnie bardzo ważna. Tutaj zdjęcie kogoś w internecie. Jest prawie komplet, tylko derka pod siodłem powinna być niebieska ;)




Z ciekawych aktualności:
- 7 lutego mamy spotkanie lalkowe. Więcej.
-do 15 lutego na stadionie odbywa się wystawa klocków lego, chyba warto się wybrać. Więcej.

11 komentarzy:

  1. Szczęściara, tyle miałaś lalek... Ja miałam jedną oryginalną Barbie i to po kuzynce. Nie przelewało się, dlatego zapudełkowana, nowiutka Barbie, jakiej nigdy nie dostałam była spełnieniem moich dziewczyńskich marzeń :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też się nie przelewało: dwa fiaty(mały i duży), ciuchy po starszym bracie, Cali Barbie udało mi się zdobyć dopiero, gdy tata znalazł pracę, a już wyrastałam... ;)
      Od tamtej pory rodzice przestali tak mocno trzymać pasa...

      Usuń
  2. Hy hy hy...
    Zgadnij, kto jeszcze będzie na tym spotkaniu, w Warszawie? :)
    Ten Blaine to chyba najprzystojniejsza wersja Kena.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O o o...
      To znaczy, że osobiście poznam Królika. Tego samego, którego bloga przeczytałam jednym tchem, zamiast iść gdziekolwiek na sylwestra :3
      Ale coś wspominałaś, że masz na zbyciu Kirę. Jestem jej ciekawa, tym bardziej, że zdecydowanie wolę transakcje z ręki do ręki.

      Usuń
    2. Niestety, ale tylko jedna Kira była na wydanie i jedna już się komuś spodobała ;( Przykro mi ;(
      Ale nadal będę w Warszawie ;)

      Usuń
  3. O mój Broże, dostałam słoik z rybkami! <333

    Mamy podobne historie lalkowe - też się bawiłam klonami, potem dopiero po kuzynkach dostałam przechodzone, ale oryginalne Barbie, na przykład wyliniałą Hollywood Hair. Rzecz jasna nie traktowałam ich wówczas poważnie, napisy na ich plecach nic mi nie mówiły, a prawdziwa Barbie w moich oczach wyglądała właśnie tak, jak Twoja Rainbow Princess.
    Potem, jak już byłam starsza, dostałam od koleżanki wybawioną, rudowłosą Corduroy Cool, która jest obecnie moim lalkowym Graalem; a potem w końcu otrzymałam na święta najprawdziwszą Barbie Shoes Galore... ach, piękne czasy.

    A potem się przestałam bawić i mamusia wyrzuciła mój zbiór. :C

    OdpowiedzUsuń
  4. No i paczajta ludzie - potwierdza się, że młodsze siostry to zło, gdy dać im do ręki nożyczki. Ale mogło być gorzej - Twoja mogła jeszcze wydłubać oczy, obciąć palce od rąk, a tu tylko włosy się upitoliły :) Dobrze jest! Znaczy, nie najgorzej.
    Cali Girl Horseback Summer - łojku łoj, rozmarzyłam się. Kiedy byłąm małym szczurem istniały już lalki kowbojki i nawet mi się marzyły, ale w kilkanaście lat później pojawiła się Summer i tamte, stare lalki poszły precz z pamięci. Ona je po prostu z niej wykopała i to elegancko - śladu żadnego nie zostało :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ... a ja puściłam dalej 15 sztuk Barbioszków i nie mogę tego odchorować do dzisiaj .... chlip, chlip....:(
    Masakra.... Życzę Ci rekonstrukcji utraconego pogłowia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. dzięki - strasznie podobała mi się ta sesja - i dziewczyny piękne
    (mam 2 z nich) i konie ciekawe i jamnisie słodkościowe - a te
    szydełkowe zwierzaki wystrzałowe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że podoba Ci się zawartość tamtego linka, ale żeby nie było nieporozumień - ja tego cudu nie stworzyłam, ja ten cud znalazłam i chciałam udostępnić dalej, by móc sławić jego Twórcę ;)
      A, że była mowa o jednej z moich ulubionych lalek, to się nadarzyła ładna okazja.
      Z tej sesji najbardziej podobają mi się konie w basenie :D
      Pozdrawiam.

      Usuń